wtorek, 1 grudnia 2015

Nominacja, kilka pytań do..


Zostałam wezwana do odpowiedzi przez Anuk  Rak to burak . Po co ? Żeby się poznać , wzajemnie wypromować. Pisać lubię , o sobie też :) wiec czemu nie spróbować. Zapraszam i podaję dalej...


 1. Gdybyś musiała zacząć piać innego bloga, o jakiej by był tematyce? (trzeba wybrać chociaż jeden zakres tematyczny)



O seksie i hormonach :)

2.Historia z dzieciństwa któej do tej pory się wstydzisz/która do tej pory Cię śmieszy(do wyboru)

Wstydzę się bardzo mojej „niechęci” do młodszego brata, strasznej zazdrości, która niestety motywowała mnie do okrutnych działań jak zasypanie mu oczu pudrem dla dzieci albo organizowaniem mu takiej huśtawki z wózka, ze mało nie przypłacił tego zdrowiem. Szybko mi przeszło na szczęście.
Śmieszy mnie dzisiaj mój strach przed ludźmi w dzieciństwie, bałam się okrutnie, że ktoś mnie zaczepi. Kupienie czegoś w sklepie samodzielnie było dla mnie wyzwaniem, a kiedy musiałam wyrzucić śmieci to potrafiłam tak długo stać przy drzwiach klatki schodowej dopóki nie miałam pewności,że nikogo nie spotkam na swojej drodze. 
  1. Gdy byłaś/eś dzieckiem, chciałaś/eś być .... co dzisiaj myślisz na ten temat?
Mało pamiętam z dzieciństwa, jakoś tak mam, że ta pamięć daleka szwankuje u mnie trochę . Pamiętam jedno zawodowe marzenie i fascynacje, bardzo chciałam być panią z kiosku Ruchu :) Zainspirowana mamą mojej przyjaciółki, do której chodziłyśmy często najpierw do biura , gdzie ręczna centrala telefoniczna była świetną zabawą a potem kiosk wtedy świat kolorów ,czasopism pachnący farbą, kosmetykami . Dzisiaj… nie potrafię tego wytłumaczyć ani odnieść do tego jak potoczyło się moje życie. 
  1. Książka/film lub wydarzenie, które wpłynęło na Twoje dorosłe życie.
  Dużo czytam, o filmy uwielbiam szczególnie takie po których jeszcze długo w głowie coś zostaje. Autorzy do których wracam to Albert Camus i Johnatan Caroll . A wydarzenie, tak z całą pewnością mogę stwierdzić, że  jest jedno które na pewno miało ogromny wpływ na to jak żyję, wydarzenie/szkolenie na które zdecydowałam się prawie dwa lata temu. Tam  nauczyłam się świadomie wpływać na to co się ze mną dzieje .Poznałam sztukę pracy z własnym umysłem. Uświadomiłam sobie, że to ja mam największy wpływ na to co się dzieje w moim życiu poprzez to w jaki sposób to przyjmę. Ta wiedza dała mi ogromną siłę psychiczną w czasie choroby, często słyszę „ Ty to tak dobrze znosisz „ tak zgadzam się ale nie dlatego, że mam jakieś nadprzyrodzone siły tylko dlatego, że potrafię zamieniać złe rzeczy na dobre i umiem słuchać swojej intuicji/podświadomości, jak kto woli. Jeżeli chcesz doświadczyć, zobaczyć jak to działa to polecam Więcej
  1. Złapałeś  złotą rybkę, ale jest jakaś nie teges i spełnia tylko jedno życzenie. Co to za życzenie?
Pytanie tendencyjne :) przynajmniej w moim przypadku JESTEM ZDROWA I ŻYJĘ PRZYSŁOWIOWE 100 LAT . Żyję dla siebie i najbliższych, bo nie wyobrażam sobie inaczej
  1. "Lepiej żałować tego co się zrobiło niż to, czego się nie zrobiło" - jedno rzecz w życiu której żałujesz, że zrobiłeś/aś lub nie zrobiłeś/aś.
Nie żałuję niczego. W życiu kieruję się zasadą „ Nie ma złych decyzji, złe mogą być tylko ich konsekwencje” Patrząc wstecz jest kilka rzeczy, których, mądrzejsza o te właśnie konsekwencje nigdy bym nie zrobiła, ale też mam przekonanie, że jakiś cel w tej nauce był.
  1. Gdybyś musiał/a wybrać - jaką postacią z kreskówki/komiksu byś był/a?
Hmmm , trudne pytanie :) ale chyba nie bez powodu na mojej lewej nodze kiedyś swoje miejsce znalazła Minnie Mouse. Lubię tą naturalną kobiecość w prostym wydaniu, sukienek i szpilek. Podobnie jak ona szukam w ludziach zawsze czegoś dobrego i czasami bywam bardzo naiwna.
A z innej bajki to teraz jak patrzę w lustro i widzę swoje odrastające włosy to mam tylko jedno skojarzenie Minonek
     
     
    8. Co nakręca Cię do działania ?
     Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Taka już moja natura, że prawie wszystko  co robię, robię po to żeby ktoś był zadowolony. Pozytywny feedback to coś co dodaje mi skrzydeł J Od dziecka podobno uwielbiam komplementy, jak zdarzyło mi się ubrać nową sukienkę w dzieciństwie i nikt nie pochwalił to potrafiłam cały dzień być obrażona… cóż taka natura:). Teraz motywatorem  jest zadowolenie moich klientów, które dają mi pewność, że to co robię ma sens.  Tak, że zapraszam do komplementowania ;)  
  1. Bez czego nie mógłbyś/mogłabyś się obyć? (rzecz materialna)
       Bez samochodu. Jak ktoś chciałby mnie skrzywdzić to powinien ograniczyć mi możliwość przemieszczania się . Dla mnie samochód to niezależność, możliwość przemieszczania się ,jestem straszliwym ekstrawertykiem i bywanie wśród ludzi jest dla mnie jak tlen potrzebny do życia. 2. Bez komputera/telefonu , taki rodzaj uzależnienia , który podobnie jak przy pkt. 1 daje mi możliwość kontaktu z ludźmi. I wszystko jasne ,na pewno jednej z rzeczy, której na maxa będę unikać to więzienie bo tam chyba nie ma takich luksusów :)

  1. Opisz lub pokaż jak wygląda twój wymarzony dom (możesz korzystać z obrazów z internetu)
Nie muszę korzystać z obrazków, dla mnie wymarzony dom to otoczenie, to klimat .Kiedyś moja przyjaciółka miała chłopaka ze wsi, całkiem niedawno opowiadała jak mama przestrzegała ją przed tą znajomością słowami „Kochanie , zastanów się czy chcesz takiego życia, że będziesz po chleb na rowerze jeździć „
Mój wymarzony dom to właśnie taki jaki mam , na wsi, mogę po chleb jeździć na rowerze i to rano bo potem może go już nie być.
Kiedy planowałam ten dom nie było tam planu pokoi, była za to możliwość chodzenia boso po trawniku po jakieś zielsko do ogródka. Kawa ,wino z sąsiadami. Otoczenie, które mnie nie stresuje . Dzieciaki biegające razem po podwórku, bez zagrożenia. I tak jest , w gratisie dostałam las po którym biegam albo chodzę w zależności od kondycji.
No i kominek :)
Ps. A wspominiana przyjacółka rzeczywiście wzięła sobie słowa mamy do serca i mieszka w wielkim mieście .Po chleb tramwajem albo metrem bo szybciej :)

  1. Wrzuć 3 obrazki (zdjęcia, grafiki, gify), które określają twój charakter 
  Moja ulubiona Marta Frej...ma bardzo dużą trafność spostrzeżeń :)



Moje ciekawskie pytania ?

1.Gdybyś mogła robić co chcesz to...?
2.Kiedy jesteś sama, najbardziej lubisz ?
3.Co dla Ciebie oznacza piękno?
4. Mój największy sukces to?
5. Cieszę się kiedy..?
6. Twoja podróż marzeń ?
7. Niezależność dla mnie to..?
8. Rozwijam się bo...?
9.Miejsce na ziemi które kochasz najbardziej?
10. Dbać o siebie..to znaczy...
11. Jestem jak..? Która gwiazda filmowa , bohaterka książki ma najwięcej z Ciebie 

Moje nominacje
1Pani Poczytalna
2Unikato
3. Slow Mama
4.Wojownicza
5.Taste of Life
6. Ostre Starcie
7.Mahila vademecum kobiecego biznesu 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Chemia -nie taki rak straszny jak go malują


 Uwielbiam dwuznaczności, wszelkie, szczególnie te w niewinnych albo i bardziej winnych rozmowach towarzyskich :). Dwuznaczności powodują uśmiech , czasami zakłopotanie, niezrozumienie.
Chemia jedno słowo kilka znaczeń. Najbardziej lubię to, które kojarzy się z przyjemnym uczuciem pomiędzy dwoma osobami, kiedy rodzi się coś bo jest między nimi jakaś chemia. Chemia to też laboratorium, próbki ,produkty już mniej przyjemne aczkolwiek w kategorii kosmetyków dosyć lubiane, szczególnie przez Kobiety .
I ostatnie znaczenie o którym dzisiaj chciałam napisać to, to, które miałam okazję poznać nieco bliżej w ciągu ostatniego roku. Ten wpis dedykuje wszystkim kobietom, które też będą musiały zmierzyć się z tym znaczeniem tego słowa. Które już wiedzą, że....No właśnie co? Nie ma jednej receptury, nie ma jednego ciała, które zareaguje tak samo jak nasze, ale chciałam na podstawie własnych doświadczeń trochę odczarować to co przeklęte, to co staje się powodem strachu, to co kojarzy się z zabijaniem i tego co chore i tego co zdrowe. Wszystko co piszę to moje własne doświadczenia i przeżycia ...
Kwiecień, nawet nie pamiętam jaka była wiosna, pamiętam, że w czasie świąt wielkanocnych bardzo płakałam, bałam się strasznie tego co czytałam, tego co mnie czekało. Kiedy żegnałam się z wyjeżdżającym za granicę  bratem przez głowę przebiegła mi myśl czy ja go jeszcze zobaczę . Czarnowidztwo na maxa , ale pisałam już wcześniej po kim to mam i jak sobie z tym radzę :) Myślenie nie boli  Chemia to dla mnie wtedy były blade, słaniające się na nogach istoty, które walczą o przetrwanie. I z takim nastawieniem trafiłam do szpitala, gdzie miałam sama zmierzyć się z tym zjawiskiem. Stać się bladą, łysą istotą .
Pierwszy cud ludzie, których tam poznałam,ludzie, którzy naprawdę sporo przeszli. Młodziutka Iga po skomplikowanej operacji guza mózgu, dumnie nosząca swoją łysinę na pięknej buzi i kilka innych osób które pomimo leczenia całkiem dobrze wyglądały i funkcjonowały. Współlokatorka ze szpitalnego pokoju Pani Zosia, uśmiechnięta , wiecznie gadająca, już na mecie leczenia. Dziewczyna, na którą w domu czekało 8 miesięczne dziecko,o raku dowiedziała się jak była w ciąży . Co poczułam...wielką ulgę. Dostałam odpowiedź na pytanie" Czy dam radę?" Dostałam luz i uśmiech od ludzi z pierwszej linii frontu. Dla mnie lekarstwem na stres, było i zawsze jest wyjście do ludzi, do ludzi pozytywnych.Nie zapomnę nigdy eleganckiej starszej, bardzo ciepłej pani kiedy na moje pytanie którą chemie dostaje odpowiedziała 24 ! Uśmiechnięta, przesympatyczna, bardzo dobrze ubrana, żartowała że dla niej chemia to już taka norma i głośno zastanawiała się komu w spadku przekaże wszystkie swoje ubrania:)  Nauczyłam się unikać tych, którzy zamartwiają siebie i próbują przelać to na innych. Tak, nie ma co się oszukiwać były też słaniające się kobiety, narzekające na wszystko. Unikałam ich , szybko kończyłam rozmowę albo za dobrą radą zakładałam słuchawki i jak ja top mówię brałam świat na głucho. Niegrzecznie, nieładnie, owszem można tak powiedzieć, ale zasada jest prosta, jesteś chora i twoim najważniejszym zadaniem jest wyleczyć się , wygrać, więc masz pełne prawo robić wszystko co zbliża Cię do wygranej , nawet być egoistką. Tak egoistką ,musisz myśleć przede wszystkim o sobie i dać innym zadbać o siebie. Kiedy słyszę teksty typu" Nie mówiłam rodzinie bo nie chcę ich martwić" to kolana mi się uginają, to nie miejsce na taką kokieterię i użalanie się nad sobą przed samą sobą. Chemia to na szczęście w większości przypadków leczenie, którego większą część spędzasz w domu, co ma niesamowite znaczenie dla regeneracji organizmu(chociażby jedzenie, to szpitalne nie grzeszy bogactwem składników odżywczych). Ja przy pierwszej chemii spędziłam trzy dni w szpitalu, każda kolejna chemia już tylko z doskoku . 
Pamiętam ten strach jaki mi towarzyszył za pierwszym razem, nie wiedziałam czego się spodziewać . Pierwszy strzał, kilka kroplówek z nie wiadomo czym a wśród nich ta najstraszniejsza czerwona , pamiętam z rozmów na korytarzach poczekalni - czerwona to było "coś strasznego" .
Sama chemia ..dziwne uczucie zimne, obce, otumaniające jak narkotyk.Dosyć szybko 15 min i moje 5 litrów krwi zostało rozrzedzone litrem chemii. Wstałam poszłam, położyłam się i czekałam na jakieś straszne efekty...nic.Pani Zosia delikatnie ostrzegła, że leki działają, najgorsze moze być potem. I owszem nadeszło..coś co w innych okolicznościach nazwałabym połączeniem nudności ciążowych,grypy żołądkowej i mega kaca, takiego pow wypiciu każdego alkoholu jaki akurat był pod ręką . Nie bardzo wiesz co masz ze sobą zrobić, leżysz źle, stoisz jeszcze gorzej, Mi pomagało chodzenie, więc ku przerażeniu pani Zosi znikałam z pokoju i snułam się po korytarzach. Tu dziękuję za sympatycznego pana, który swoim poczuciem humoru doskonale pomagał mi nie myśleć o tym co się ze mną dzieje.
Kolejny dzień już trochę lepiej, szału nie ma, dalej prześladowało mnie wspomnienie wczorajszego obiadu i totalna awersja do jedzenia i picia. Niesamowicie pomaga tutaj umiejętność wsłuchania się w siebie, w to czego Twój organizm potrzebuje na co ma ochotę, wiem to oklepane ale psychika odgrywa w chorobie ogromną rolę . I to nie tylko dobre nastawienie, ale również intuicyjne zaspakajanie swoich potrzeb fizycznych. Twój organizm musi stoczyć walkę i Ty musisz mu pomagać w tej bitwie. Kiedy się poddasz temu co się dzieje, trudniej będzie wygrać. Dostajesz lekarstwo, którego zadaniem jest zabić komórki raka, niestety przy okazji rykoszetem dostają zdrowe, więc Twoim zadaniem jest wspomagać te zdrowe. Robiąc wszystko co możliwe,żeby było im dobrze. Ja często w czasie przyjmowania chemii uciekałam do swojej podświadomości , zamieniałam w swojej głowie chemię na cudowny eliksir dodający sił , to brzmi pewnie dla niektórych jak by chemia uszkodziła mi szare komórki :) ale jest bardzo skuteczne. doszłam w tym do takiej wprawy, że czasami lepiej się czułam po chemii niż jak jechałam do szpitala po kolejną dawkę. Po pierwszym dniu już było coraz lepiej . Apetyt, wracał, nudności zniknęły. Pojawiły się inne objawy- pieczenie skóry twarzy i ciała , takie uczucie jak po oparzeniu słonecznym. Szybko mijało.Niesmak w ustach, zmieniające się smaki-  raz czułam tylko sól, następnego dnia mogłam zjeść łyżkę soli nic nie czując.Posmak metalu, woda miała taki dziwny smak. Pierwsza chemia była najgorsza w odczuciach, potem już z górki. Oczywiście bywało niedobrze, miałam wstręt do wszystkiego co czerwone.Ale cały czas byłam aktywna, przynajmniej do wieczora :)kiedy organizm domagał się odpoczynku . 
Włosy wypadły mi chyba przy drugiej chemii, po trochu i w końcu zaczęły wychodzić garściami  . Brwi i rzęsy wbrew stereotypom miałam do końca , rzadsze, marniejsze ale były :)
Nie miałam żadnych akcji w jamie ustnej i na paznokciach..
Pamiętaj to ma być czas dla Ciebie , zyj normalniei rób wszystko żeby Twój organizm tak to odczuł. Kiedy poddaje się umysł, zaraz za tym idzie ciało. W internecie jest dużo artykułów, spekulacji jak to lekarze zabijają nas chemią dla pieniędzy, każdy ma prawo mieć swoje zdanie w tym temacie, ale dla mnie czytanie tego to jak robienie sobie seansu z katastrof lotniczych krótko przed lotem samolotem.
Potem była zmiana chemii na tzw białą , już tylko dwa dni w szpitalu. Lajcik, uciążliwe bóle w kościach , taki trochę reumatyzm. Żartowałam sobie czasami, ze przechodzę starość w wieku 40 lat. 
Dzisiaj mija 2 miesiące po ostatniej chemii (11 serii) za mną radykalna masektomia. Przede mną radioterapia. Fizycznie nie odczuwam żadnych skutków chemii. Wróciłam do biegania , jeszcze w trochę wolniejszym rytmie, ale wszystko przede mną :)  
Więcej o tym jak wspomagałam organizm w czasie chemii i przed TUTAJ
Dołącz do mnie na FB Po prostu Kobieta 
Podaj dalej . Jeśli masz pytania pisz śmiało :)Pamiętaj teraz Ty jesteś najważniejsza
     .   



środa, 21 października 2015

Dobry dzień na narzekanie :)







 Jeżeli ktoś się spodziewa dalej utyskiwania na ustrój i służbę zdrowia to może nie czytać bo nic takiego się nie wydarzy :) Będzie o szacunku do siebie i do innych . O zależności  na którą sami się godzimy .
Czwartek ważny dla mnie dzień,  o godzinie  8.00 mam mieć konsultację z lekarzem w kwestii dalszego leczenia . Kwestia dosyć istotna, przynajmniej dla mnie , bo oznacza podjęcie decyzji której raczej nie cofnę, bo oznacza informacje czy leczenie idzie we właściwym kierunku .
Poczekalnia ,nerwowa atmosfera bo część petentów/pacjentów czeka już od ósmej a głównego sprawcy zamieszania nie ma . Koło 11 pojawiają się tzw  asystentki medyczne/sekretarki budując napięcie , że może to już J ale nie ,trzeba jeszcze odczekać swoje . Koło 12 pojawia się on ,szpitalny guru….lekarz . Szybki wywiad i już wiem, że połowa była umówiona na 8 a druga połowa na 11 . Taki system , żeby się nie przemęczać .  Cóż, systemu zarządzania i organizacji pracy w szpitalu nie zmienię, ale zawsze mogę zmienić to co mnie dotyczy. Pamiętasz „ to ty kreujesz rzeczywistość ,która Cię otacza”
Zawsze uśmiecham się do siebie kiedy słyszę jak zaczyna się narzekanie w kolejce :) Jedno słowo staje się wodą na młyn , jestem w szoku ile ludzie są w stanie jadu wylać w tak krótkim czasie ! Nic nie robiąc przy, żeby poprawić swoją sytuacją.   Nienawidzę narzekania , swojego ,innych, takiego pustego gadania .Tak na zdrowy rozum, co to daje ? Podobnie jak w tej kolejce, jeżeli  nie skupisz się na rozwiązaniu,  to tylko narastać będzie Twoja frustracja a Ty będziesz pogłębiać się w przekonaniu, że nic nie można zrobić .
 Narzekanie na pracę, na partnera, na siebie to zawsze działa tak samo .
Za dużo ważysz …tygodniami myślisz o tym , Twoje otoczenie słyszy „ Muszę schudnąć” „Muszę coś ze sobą zrobić” i co… nic, a może nawet kilka kg więcej . Nie jesteś zadowolony ze swojej pracy , z szefa .  Pracujesz, narzekasz, Twoi znajomi wiedzą już w szczegółach, słysząc nie raz jakie to nieszczęście Cię spotyka co dzień, jak bardzo cierpisz. I co… jesteś w lepszej sytuacji, czy Twoje narzekanie jest terapią na całe zło, nie, po prostu  stajesz się ofiarą własnego myślenia, tracisz najpierw wizerunek wśród współpracowników, pracy której nie lubisz, nigdy nie wykonasz dobrze i w końcu twój znienawidzony szef zacznie tak samo nienawidzić Ciebie . Znajomi przestają traktować poważnie Ciebie i twoje narzekania, zaczynają Cię  unikać albo tworzą towarzystwo wzajemnej adoracji „etatowych narzekaczy”.
Ok. nie zawsze możemy  rozwiązać  problem od razu  , w poczekalni pod gabinetem nie byłam w stanie zlikwidować kolejki . Mogłam  niczym Michale Douglas w „ Upadku” trochę narozrabiać i dać upust  swoim emocjom,  albo mogłam po prostu poprawić jakość swojego czekania robiąc w tym czasie coś pożytecznego na co zawsze brakuje czasu na co dzień.  Mogłam w myśl zasady „gdzie dwóch się bije …” skrócić swój czas oczekiwania .
A w kolejce…. po przyjęciu kilku pacjentek , bohater zamieszania nagle postanowił opuścić gabinet na bliżej nieokreślony czas , nie muszę pisać jaka była reakcja oczekujących  :) Minister zdrowia i nawet nowo zaprzysiężony prezydent dowiedzieliby się o sobie parę nowych rzeczy .
Wstałam, weszłam do gabinetu w którym została asystentka . Nie zwracając uwagi na jej mocno zdziwione spojrzenie, pewnym  głosem zapytałam „ Jak szybko lekarz zacznie znowu przyjmować, i która jestem w kolejce ponieważ muszę zaplanować swój powrót do domu pociągiem ? „
Usłyszałam ,że lekarz za pół godziny będzie z powrotem i pytanie o moje nazwisko ,oraz, że ona nie decyduje o kolejności przyjęć  J 
Grzecznie zapytałam dalej „ Co Pani mi radzi w takiej sytuacji? Może powinnam porozmawiać z lekarzem jak wróci czy może  poczekać  a Pani przekaże moją prośbę „
Usłyszałam krótkie „Proszę poczekać” i kątem oka zauważyłam ,jak moja karta ląduje na górze pokaźnego stosiku .
 Co zyskałam ? Skróciłam swój czas oczekiwania o co najmniej 5 osób ;)dowiedziałam się ,że lekarza nie będzie ok. pół godz. więc nie muszę czujnie siedzieć i czekać w poczekalni czy aby mnie nie zawołają . Mogę spokojnie iść na kawę .
Wiem ,że oczekiwanie w kolejce to nie sprawa życia i śmierci, ani coś co może zaważyć na całym Twoim życiu. Ale podobnie jak ja zamiast siedzieć i narzekać razem z tłumem , podjęłam działanie .
Całkiem podobnie to działa w życiu , każdy krok który zrobisz do przodu działa na korzyść tego co chcesz zmienić . Nie musisz od razu rzucać szefowi w twarz wypowiedzenia bo go nie lubisz, bo nie podoba Ci się Twoja praca. Możesz zacząć działać ,znajdować pozytywne aspekty w miejscu w którym jesteś. Ustalić zasady, określić co pracuje na Twój wizerunek a co na wizerunek firmy w której pracujesz . Zadać sobie pytanie  Po co to robię ?  Co chcę  osiągnąć ,zmianą? Co mnie  czeka na końcu tej drogi ?.
Nie bój się prosić ale pamiętaj ,że kiedy prosisz nie dając nic od siebie nie możesz oczekiwać zbyt wiele.
Jeżeli jesteś Kobietą, która oczekuje od życia więcej ,dołącz do nas