sobota, 5 września 2015

Łysa ale w ostrogach



Takie pytanie na początek

Jesteś szczęśliwa kiedy Jest Ci dobrze, czy jest Ci dobrze kiedy jesteś szczęśliwa ?

Ha :) myślę, że Hamlet by się nie powstydził.

A już zupełnie serio to wpadło mi w oko ostatnio takie zdanie Andrew Matthews .


„Od 10 tysięcy lat wierzymy w to, że jeśli odniesiemy sukces, to będziemy szczęśliwi. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że to bycie szczęśliwym przynosi nam sukces. Gdy jesteśmy szczęśliwi, mamy więcej energii, mamy lepsze pomysły, mamy więcej inspiracji, przyciągamy ludzi, łączymy się z ludźmi, przyciągamy pozytywne sytuacje. Tak więc szczęście nie jest swego rodzaju opcją, która pozwala nam odnieść sukces. Szczęście jest naszą podstawą”


Wierzcie mi, daleka jestem od scenariusza życiowego  wdychać szczęście, wydychać miłość , czy też odwrotnie. Kto mnie zna może to spokojnie potwierdzić, że raczej twardo stąpam po ziemi ,dostrzeganie pozytywnych stron, akceptacja siebie i tego co Cię  otacza nie zwalnia  od rozwoju i pracy nad sobą .  

Nie znam osoby, która w swoim życiu nie dostała chociaż raz mocno po dupie. Trudne sytuacje  są koło nas , tracimy pracę, zdrowie, ukochane osoby, zaufanie, mamy zbyt duże nosy, krzywe nogi , duże brzuchy , małe piersi, jesteśmy łysi . No właśnie , zatrzymam się chwilę przy łysi, bo ten stan jest mi ostatnio dobrze znany . Wiem, to czasowe i odrosną , nawet już zaczęły , ale kiedy musiałam zmierzyć się z tym to nie było takie łatwe . Włosy nie wypadają na raz , najpierw trochę ,potem coraz bardziej .Kiedy pewnego ranka zobaczyłam w lustrze siebie za 40 lat z fryzurą na Gargamela,  to wierzcie mi nie wyglądało dobrze, wróciłam do łóżka i przepłakałam  dobrą  godzinę, bałam się pokazać własnym dzieciom , niby wiedziałam , byłam przygotowana ,a jednak trochę mnie przerosło. Na szczęście trochę i na chwilę . Wzięłam męża, maszynkę i popracowaliśmy nad nową fryzurą :) Wtedy zobaczyłam w lustrze nową wersję siebie , dużo łatwiejszą do zaakceptowania , taką rack&rollową .

Znalazłam kilkanaście powodów dla których fajnie jest przeżyć taką zmianę , głowa bez włosów to taka czysta karta , można fajnie wyeksponować inne elementy. Kolorowe chusty to niekończąca się zabawa z kolorami, których do tej pory było bardzo mało w mojej garderobie. Jak zaczyna padać deszcz to nie muszę się martwić o fryzurę, przed  większą imprezą też :), dużo łatwiej można mnie zapamiętać , a nic nie może równać się z tym kiedy zaczynają odrastać i z ekscytacją dziecka czekasz jakie będą te nowe .

To, że zaakceptowałam siebie, pozwoliło mi dostrzegać akceptację u innych . Ułatwiło mi wyjście do ludzi, mogłam spokojnie stanąć na scenie jako trener,  mogę być taką samą mamą dla moich dzieci. Kiedy ludzie widzą mnie szczęśliwą to nie traktują mnie specjalnie a to pozwala  bardziej korzystać z życia bo nie ograniczam swoich możliwości tylko sama decyduję co mogę. 

Pracuję nad sobą , nie walczę z chorobą, tylko poznaję wroga i  robię wszystko co mogę żeby zostawić ją za sobą . 
Podobnie jest w każdym momencie życia, kiedy jesteś  szczęśliwy , radosny , masz więcej energii do działania , więcej inspiracji, przyciągasz więcej ludzi a razem z nimi więcej  możliwości i szans na sukces .To wszystko to podstawa do tego ,żeby osiągnąć sukces . Kiedy skupiasz się na problemie , wszędzie widzisz zasadzki, uważasz że musisz być perfekcyjnie dobry żeby odnieść sukces to grozi ci jedynie coraz większe poczucie winy i frustracja. Kiedy podchodzisz do ludzi na zasadzie „ Co oni o mnie powiedzą” „Co mogą ode mnie chcieć ?” Kiedy będziesz szukał wad  w Twojej pracy, w bliskiej osobie to je znajdziesz , a kiedy poszukasz dobrych stron to też je znajdziesz .  Nie rezygnuj z poszukiwania tego co najlepsze dla ciebie, z rozwoju ale najpierw zaakceptuj siebie.

„nieszczęśliwi ludzie mówią: kiedy będę szczęśliwy, wtedy będę wdzięczny. A szczęśliwi ludzie mówią, kiedy będę wdzięczny, to będę szczęśliwy”

Pamiętacie mój ostatni wpis ? To był właśnie taki trudny moment w moim życiu , i właśnie to,że potrafię być szczęśliwa pozwala mi szybko przejść na opcję –

 NIE ZALEŻNIE OD WSZYSTKIEGO , PIERŚ (jedna czy dwie, obojętnie :)) DO PRZODU, BĄDŹ WDZIĘCZNY ZA TO CO MASZ I IDŹ DALEJ  PO SUKCES , JAKI TYLKO SOBIE ZAPLANUJESZ. 

Dołącz do nas 
https://www.facebook.com/groups/628741627243284/
Poznaj mnie w pracy 
https://www.facebook.com/IwonaBednarekTrenerSprzedazy?ref=tn_tnmn 








poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Trudne decyzje


Dzisiaj był  trudny dzień, taki który chcesz jak najszybciej skończyć, wiedząc nawet, że to nie rozwiąże problemu. Musisz zmierzyć się z kolejną ścianą.
Wydawało mi się, że wszystko wiem, że podjęłam decyzję chroniącą życie bo to dla mnie było, jest i będzie najważniejsze. Najważniejsze, ale... gdzieś z tyłu głowy tłucze się cały czas, że chciałabym żyć w pełni, że moja kobiecość jest dla mnie cholernie ważna, zadaję sobie pytanie czy można tak po prostu zrezygnować z siebie. 
Bo to jest tak, że kiedy słyszysz diagnozę " rak " myślisz, kurcze najważniejsze jest wyzdrowieć.. amputacja ? Niech mi wszystko obcinają, niech ładują we mnie co chcą, ufam im i wiem, że pomaga.
Włosy odrosną, cycki ? co za problem?  Nie takie części ciała lekarze tworzą. Robisz wszystko, żeby reszta twojego ciała funkcjonowała dobrze. Jesz zdrowo, twoje nawyki zmieniają się o 100 % pomimo, że czasami po prostu zjadłabyś hamburgera wołowego i zapiła go butelką wina, spiekła się na raka, wyluzowała  na maxa , zapomniała o wszystkim. .
Tak to jest, że jak nie wolno to człowiekowi się bardzo chce :)
I zbliża się ten dzień, radość z końca chemioterapii, podjęta decyzja o masektomii całkowitej, i szybkiej odbudowy potwierdzona słowami chirurga, że ok, że zaraz przy amputacji zaczynamy rekonstrukcje. Kolejny etap , w głowie wszystko poukładane....do dzisiaj :(  I nagle się okazuje,że to nie tak prosto, że tak naprawdę nic nie wiesz, że amputacja owszem  ale zalecana  radykalna bo nawet Twoja własna skóra może być dla Ciebie niebezpieczna, więc nie ma mowy o szybkiej rekonstrukcji. Nagle dowiadujesz się, lądując twardo na ziemi, że to nie koniec, a lekarz na Twoje pytanie "kiedy będę miała 100 % pewności, że już nie ma ryzyka?" odpowiada " Za 10 lat" Trochę się czujesz jak dziecko, któremu ktoś nagle zburzył zamek z piasku . Uświadamiasz sobie, że nie na wszystko masz wpływ, że nikt nie jest w stanie Ci nic zagwarantować. Nie ma cudownego "prześwietlacza", który z miesiąca na miesiąc sprawdzi czy wszystko ok i bezpiecznie przeprowadzi Cię przez 10 lat. Znowu zaczynasz się zastanawiać czy jeść sodę, pić olej, palić trawę bo nie zaszkodzi a może pomóc.
 To taki moment, który zdarza się czasami w życiu, kiedy musisz otworzyć właściwe drzwi, przejść na kolejny poziom. Przez pięć miesięcy zaakceptowałaś coś, oswoiłaś, nabrałaś przekonania, że już jesteś ponad problemem . Teraz znowu musisz słuchać swojej intuicji, chcesz płakać, płacz ile się da, krzycz, tup nogą, że  niesprawiedliwe, bo normalnych emocji nie można unikać, potrzebujesz tego żeby lepiej zrozumieć, żeby znaleźć lepsze rozwiązanie, żeby Twoja intuicja mogła wyrażniej Ci powiedzieć co dalej.Musisz nadmuchać balonik i puścić go wolno albo przebić ,"wziąść prysznic" i iść dalej. 
".... robimy wszystko co w naszej mocy by być najlepsze dla siebie samych, ale zapominamy, że są rzeczy większe i silniejsze od nas, nad którymi nie mamy totalnie kontroli". Cytat i akcja od dziewczyn z
 https://www.facebook.com/hashtag/watchyourboobs?source=feed_text&story_id=1640348732846697
do której gorąco zachęcam i podpisuję się obiema rękami.  Bo to co możesz zrobić dzisiaj, jutro, pojutrze to zadbać o siebie do czego gorąco zachęcam . 
Keep Calm and #watchyourboobs


https://www.facebook.com/groups/628741627243284/

sobota, 1 sierpnia 2015

Myślenie nie boli...

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14336649/?claim=a6pcb4c5sw6">Follow my blog with Bloglovin</a>

Myśleć pozytywnie, najważniejsze jest podejście . Musisz uwierzyć ,że wszystko będzie ok.

Jak często słyszysz takie słowa ? Ostatnio pewnie często, bo coraz więcej ludzi ma świadomość, że to co się dzieje na poziomie myśli ma olbrzymi wpływ i podpisuję się pod tym obiema rękami, ale wiem też, że to wcale nie jest takie proste nagle stać się niepoprawnym optymistą i nie pójść w kierunku Robina Williamsa, kiedy uśmiech jest jak kolejna warstwa makijażu nałożona na zaniedbaną skórę .

Ja bardzo nie lubię rozczarowań, stanowczo wolę być mile zaskakiwana i dlatego dosyć długo wolałam kreślić w głowie te gorsze scenariusze i oczekiwać happy endu.   Mistrzowsko doprowadzałam sama siebie do łez wyobrażając sobie różne „tragiczne„  historie .

Może odziedziczyłam to po mojej ŚP babci , która była niesamowitą pesymistką, uprawiała doskonałe czarnowidztwo .

„Babciu wychodzę za mąż”

„Oj ,a czy Ty będziesz szczęśliwa, to nigdy nie wiadomo co w człowieku siedzi?”

(na szczęście to działa w dwie strony, więc mój przyszły mąż też nie wiedział co we mnie siedzi, babci na wszelki wypadek za szybko mu nie przedstawiałam :) )

„Babciu zostaniesz prababcią”

„O Boże ! To tyle obowiązków , teraz dzieci tak chorują”

Babcia potrafiła perfekcyjnie odkrywać czarne strony wszystkiego nawet tych najbardziej radosnych rzeczy.  Babci można nie słuchać, albo szybko sprowadzić  rozmowę na inny bardziej optymistyczny tor. A co z tym co dzieje się  w naszej głowie, kiedy Twoje myśli uparcie kreślą czarne scenariusze.   Kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno, kiedy  życie nie idzie zupełnie w tym kierunku w którym chcesz ?

Co wtedy kiedy po 20 latach nieprzerwanych sukcesów zawodowych, życiowych nagle Twoja praca już nią nie jest, a słowa „ z Twoim doświadczeniem na pewno szybko sobie coś znajdziesz” po kilku miesiącach przestają mieć sens. Kiedy Twoje awaryjne plany Bi C zupełnie nie działają. Kiedy  nagle słyszysz od lekarza, że Twoje szanse na całkowite wyleczenie są pomiędzy 50 a 75 % i przez najbliższe 9 miesięcy czeka Cię trochę nieprzyjemnych rzeczy. Jest kilka sensownych powodów, żeby okopać się w swoim nieszczęściu, nawet już nie potrzeba tworzyć scenariuszy w głowie, bo już dostałaś główną rolę do zagrania. I wcale nie jest tak, że nagle możesz się zamknąć w swoim pudełeczku nieszczęścia i jakoś z większym lub mniejszy sukcesem przetrwać do końca. Nie ma tak dobrze, życie wokół toczy się dalej, w tle Twojego nieszczęścia są dzieci, rodzina, ich najbardziej oczywiste potrzeby, rachunki do zapłacenia. Nikt naprawdę nie zaczyna Cię nagle nosić na rękach :) Pozytywne myślenie jakoś nie działa , do głowy nieustannie pchają się myśli ” co będzie jak….? „

„75% to nie jest 100% ..”  Idzie zwariować już na samym początku, to działa trochę tak jak tzw zły dzień, budzisz się rano i masz dwa wyjścia  :

1.       Zostajesz w szlafroku, rozczochrana, niepomalowana snujesz się po domu i z godziny na godzinę utwierdzasz się w przekonaniu jaka jesteś nieszczęśliwa. Oczekujesz litości i współczucia od wszystkich dookoła.

2.       Wstajesz, bierzesz przyjemny prysznic, ubierasz coś w czym wyglądasz jak milion dolarów, malujesz się najlepiej jak potrafisz i nawet z przyklejonym na początku uśmiechem patrzysz na siebie z dumą w lustrze.  Idziesz na spacer, może być nawet do sklepu ale ruszasz się i zaczynasz tworzyć swoją energię .

Ja wybrałam tą drugą wersję , zawsze wybieram :). Moja skłonność do tworzenia czarnych scenariuszy zamieniła się w słabość do czarnego humoru , potrafię żartować czasami ku przerażeniu najbliższych z wszystkiego. Czaruję, zaklinam rzeczywistość ? Może trochę tak, ale przede wszystkim za co jestem ogromnie wdzięczna sobie samej rok temu zaczęłam swoją  przygodę z NLP , nauczyłam się pracować ze swoją podświadomością, wyłączać swój uparcie aktywny świadomy umysł i zaglądać w to co głęboko zakopane.

Nie afirmuje zadowolenia z życia przyklejonym uśmiechem i słowami „ Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej” :)  Zmieniam swój stan, ściągam szlafrok, biorę prysznic, uśmiecham się nawet  wtedy kiedy mogłabym sobie z czystym sumieniem pozwolić na bycie obolałą mimozą i działam na tyle na ile mogę.

Pamiętam swoją pierwszą chemię w szpitalu, kiedy organizm dostaje takiego strzała, że i ja i on nie za bardzo wie co się dzieje . Czerwona trucizna godzina po godzinie powoduje coraz inne objawy, dosłownie łamie Cię w pół. I znowu mam dwa wyjścia „ na mimozę” pogłębiać stan swojego bólu , albo na „ prysznic” złamać i zmienić ten stan. Usiadłam „przeniosłam „ się w zupełnie inne miejsce i zamieniłam „ czerwoną truciznę” na zabieg Spa ratujący życie :) a nawet ta chwila w wyobraźni kiedy przenosisz się z ponurego szpitala w jakieś całkiem przyjemne dla Ciebie miejsce działa cuda.

To trochę jak z sexem :) Czy zawsze kiedy kochasz się ze swoim partnerem jesteś wystrojona, wymalowana i taka glamour …pewnie nie, to zwróć uwagę jak będziesz się czuła kiedy zaczniesz myśleć  o tym jak wyglądasz, gwarantuję, że kiepsko . A zamknij wtedy na chwilę oczy i wyobraź sobie siebie w najpiękniejszej wersji (może być Belluci:))  przenieś się w inny świat, uwierz mi …skorzystają dwie strony .

Tak samo na co dzień, zmyj problemy. Przenieś  się chociaż na chwilę do innego świata, wyobraźnią , rozmową , dobrą kawą , czymkolwiek co lubisz. Przebiegnij kawałek, poskacz. Zacznij tworzyć wokół siebie energię, to w Twojej głowie jest Twoje życie , naucz się nim sterować .Wyjdź ze swojej skorupki.  Szukaj ludzi którzy coś są w stanie wnieść w Twoje ,życie .

Nie zawsze dostajesz same miłe niespodzianki od życia, ale to Ty możesz im nadać znaczenie takie jak tylko chcesz. Człowiek, który nauczył mnie pracy z własnym  umysłem dał mi dwie ważne lekcje.

   Pierwsza  lekcja to uświadomienie sobie, że to ja kreuję rzeczywistość, która mnie otacza. Dzisiaj wiem, że ograniczenia są tylko w mojej głowie, w każdym nawet najtrudniejszym przypadku, mogę sobie szybko z nimi poradzić.  
Druga lekcja to maksyma CARPE VITAE- chwytaj życie. 
Życie napisało mi scenariusz i niezależnie od co będzie na końcu żyję tu i teraz i nie mam czasu na przerwy.





Jeżeli  masz ochotę dostać  coś więcej napisz :

poprostukobieta2@gmail.com

dołącz do mnie na FB 







sobota, 18 lipca 2015

Mój rak....mój wyrzut sumienia ?

Od kiedy dowiedziałam się, że muszę zmierzyć się z chorobą XXI wieku, przez moją głowę przechodzi tysiące myśli i pytań dlaczego, skąd, po co?
 Normalne, każdy z nas  w przypadku kiedy dzieje się coś co nie powinno, coś czego nie chcemy zadaje sobie takie pytania.
Kolejna ważna rzecz to taka, że musisz komuś zaufać, uwierzyć,że zrobi wszystko, żeby było dobrze.

Kiedy idziesz do fryzjera, kosmetyczki, dentysty, sprawdzasz, zasięgasz opinii, bo zależy Ci żeby wszystko było ok, żeby nikt nie schrzanił tego co najważniejsze w Twoim wyglądzie. 

Choroba,  to już inna kwestia, tu nie ma jednorazowego wyboru, tu zastanawiasz się i walczysz z myślami cały czas, chodzi w końcu o Twoje życie . Podobnie jak każda kobieta w ciąży pragnie żeby te 9 miesięcy zakończyło się sukcesem, podobnie ja mocno wierzę, że kiedy minie  moje "9 miesięcy" wszystko będzie jak dawniej, że w końcu będę mogła umyć włosy i pójść do fryzjera :), leżeć na słońcu ile tylko dusza zapragnie, przebiec kolejne 20 km . 
Wierzę i robię wszystko, żeby tak było...przynajmniej tak mi się wydaje dopóki nie trafiam na artykuły, filmy z cyklu " rak to grzyb" " Mniszek lekarski może wyleczyć raka w dwa dni" "przemysł medyczny zarabia na chorych na raka" " Chemia zabija Ciebie nie nowotwór" 
Jestem żywo zainteresowana tematem więc czytam, oglądam, słucham. 
Nie mam wykształcenia medycznego, naukowego, nie jestem też zdeklarowaną fanką metody "szkiełko i oko", wierzę również, że to jak się odżywiamy jest ważne, natura daje nam wiele wspomagaczy z których możemy korzystać. Wierzę w siłę psychiki i własnego nastawienia.
Stanowczo jednak  mówię nie ludziom, którzy robią wodę z mózgu , którzy chcą wywołać u mnie stan niepewności kiedy poddaję się kolejnej chemioterapii " a może wystarczyłoby rzeczywiście zjeść przez dwa dni mniszka i po sprawie" . Czy ja i inni chorzy mamy mieć wyrzuty sumienia, że po pierwsze "zakwasiliśmy" swój organizm i na własne życzenie mamy raka, a teraz poddajemy się chemii i niszczymy swój organizm , dając zarabiać koncernom farmaceutycznym zamiast pić wodę z sodą oczyszczoną i po sprawie. 
Sorry, mam wrażenie, że ktoś jeszcze poza koncernami farmaceutycznymi próbuje " zrobić" biznes i popularność  na nowotworach. 
Bardzo popularny ostatnio w internecie Dr Coldwell "pogromca raka"  poniżej link do wywiadu z Panem "Antonim Macierewiczem medycyny" tak inny od tych, udostępnianych masowo na  FB

  https://www.youtube.com/watch?v=CtNYXaRy5zg

  Za jakiś czas czeka mnie operacja , podobnie jak Angelina chociaż może bez tych miliardów :) będę musiała poddać się amputacji , że względu na genetyczny typ nowotworu być może zdecyduję się na szerszą profilaktykę i dlatego wk....ia mnie strasznie taki wizjoner, który bez żadnych podstaw nawet dowodowych robi ludziom wodę z mózgu , nazywa mnie i tysiące innych kobiet idiotkami  . Pewnie gdyby mnie to nie dotyczyło nie zwracałabym na to uwagi ale dotyczy dlatego zwracam . 
Jestem po 6 cyklach chemii z tego 4 czerwone czyli najmocniejsze. Moi bliscy i znajomi mogą potwierdzić,że znoszę to całkiem dobrze, co jest wynikiem dobrego leczenia, wspomagania medycznego oraz właściwej diety i suplementacji . I nie są to "rady" wyczytane w internecie tylko, co bardzo mocno polecam skonsultowane z dietetykiem .
Oczywiście nie jest to SPA , są skutki uboczne z którymi muszę się zmierzyć, niektóre nieodwracalne. Mam tego świadomość, dlatego szukam rozwiązań najlepszych dla siebie, sprawdzam i sceptycznie weryfikuję to co czytam, bo być może znajdę tam coś dla siebie i kiedy widzę taką stronę internetową " uzdrawiacza" to w afekcie piszę takie teksty bo mnie osobiście wkurza takie traktowanie i oszukiwanie ludzi . 
http://drleonardcoldwell.com/   ta strona mówi sama za siebie. Zawodowo zajmuję się sprzedażą i na pierwszy rzut oka widzę co jest grane. Tylko brakuje etyki i uwiarygodnienia produktu.
Uwielbiam internet i możliwości jakie daje, ale czasami mnie przeraża :) 
Optymistycznie miłej soboty bo po porannej burzy zrobił się piękny dzień i gorąco zachęcam ufaj zawsze swojej intuicji, słuchaj siebie bo to najważniejsza wskazówka w tym co dla Ciebie dobre.



 

środa, 15 lipca 2015

Bądź jak Bellucci albo....



Dlaczego akurat Bellucci ?  A dlaczego nie, chociaż  pod kątem cech fizycznych zbliżyć się do niej mam raczej takie szanse powodzenia jak to, że do końca tego roku zwiedzę cały układ planetarny J a i może to drugie jest bardziej prawdopodobne niż zrobienie z niewielkiej blondynki  (sic!)o niebieskich oczach, wysokiej brunetki o ciemnobrązowym spojrzeniu . Było by to dla niejednego stylisty wyzwanie równe z tym, jakie ma fryzjer kiedy mój najmłodszy syn zapytany jak chce być obcięty odpowiada „ na złotego Ninja” .
Jak na razie w moich kręgach porównawczych pozostaje Sinead O’connor tudzież moja ulubiona Skin ze Skunk Anaise .
A tak zupełnie serio Kobiety drogie to nie w tym rzecz, żeby porównywać się i dążyć do  niedoścignionego „ ideału” prywatnie, zawodowo.
 Na pewno  bardzo dobrze potrafisz sobie wyobrażać idealną wersję siebie , doskonale też potrafisz  porównywać się z innymi . Te dwie zdolności mają swoje plusy , ale też i minusy . Np. ja niska, blondynka z wagą i obwodem talii daleką od ideału , wyobrażam sobie czasami, że mogłabym być wysoką brunetką z talią osy (Belluci)  . Mogłabym, ale nie koniecznie bym chciała.  I tym tropem bardzo szybko uświadamiasz sobie, że jest gorzej niż byś chciała . Zaczynasz skupiać się na swoich słabych stronach , wydaje Ci się , że każdy zauważa to czego Ci brakuje, zaczynasz się ograniczać „ nie ubiorę spódnicy bo mam krzywe nogi” „ nie podejmę się tego projektu, bo przecież nie potrafię tego, tego….” „ nie porozmawiam z tym facetem, bo nie jestem dla niego wystarczająco atrakcyjna” itd.
Próbujesz naprawiać , ukrywać swoje słabe strony, albo co gorsze obnosić się z nimi, żeby wywołać współczucie i litość . Ciężko nad nimi pracujesz , a zasada jest jedna –
„Jeśli często pracujesz nad swoimi słabymi stronami, to posiadasz wiele wzmocnionych słabych stron”*
A co z Twoimi mocnymi stronami ? Leżą gdzieś cichutko, zapomniane, nie wykorzystane do końca. Nie zawsze zdajesz sobie sprawę, że je masz i możesz wykorzystać. Wypisz teraz szybko 20 zalet (fizycznych , psychicznych, umiejętności itd.) Wszystko co przychodzi Ci do głowy , nawet te drobne, piękne stopy, paznokcie, łatwość nawiązywania kontaktów, dobra organizacja, planowanie itp.  I od dzisiaj skupiaj się tylko na nich, to one będą Twoim motorem napędowym, Twoją pewnością siebie.
Talenty to nie tylko wielkie rzeczy dostępne dla niektórych, moje 5 najważniejszych talentów to elastyczność, urok osobisty, komunikatywność, umiejętność robienia z czegoś dobrego czegoś wspaniałegoJ, optymizm i to właśnie je rozwijam, robię to gdzie mogę wykorzystać je w pełni.
Mam taką ulubioną scenę w filmie  Mallena , kiedy bohaterka tytułowa tego wpisu przechadza się po słonecznych uliczkach małego miasta. Wszystkie oczy skierowane są na nią , zazdrosne kobiety, zafascynowani panowie widzą tylko to co najpiękniejsze . I to jest klu wszystkiego, kiedy idziesz na ważne spotkanie, na rozmowę, chcesz zrobić  wrażenie, albo po prostu musisz poprawić sobie nastrój. Ubierz się wtedy w swoje najlepsze cechy, wszystko co masz the Best ,podnieś wysoko głowę wyobraź sobie najlepszą wersję siebie samej i bądź  w swojej głowie jak Bellucci , rób wrażenie, daj się poznać, zapamiętać.

Na szkoleniach które przeszłam jedną z ważniejszych lekcji, które dostałam jest:
„Twoje myśli generują Twoje emocje, emocje generują działania” ,a to jak działasz buduje Twój wizerunek więc warto. Zapraszam na moją stronę, tam już bardziej oficjalnie.
Jeżeli chcesz dokładniej poznać swoje talenty, to zapraszam na godzinne darmowe konsultacje .
Napisz na poprostukobieta2@gmail.com lub zadzwoń +48794007802


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Różowe okulary



Jak to jest z tym patrzeniem na świat przez „różowe okulary” ? Kiedyś przeczytałam taką krótką definicję
 „ Pesymista widzi ciemny tunel, optymista widzi światełko w tunelu, realista widzi nadjeżdżający pociąg a maszynista widzi po prostu trzech frajerów na torach „ Czarny humor czy rzeczywistość , nie wiem :). 
Jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia ,kilka razy zdarzyło mi się   przez mój hura optymizm zderzyć z „rozpędzonym pociągiem” ostatni raz całkiem niedawno kiedy na 40 urodziny dostałam od życia „prezent „ w postaci małego pasażera na gapę ,guza który postanowił zamieszkać w mojej piersi . Pierwsza myśl której uparcie się trzymałam – to nic wielkiego , nigdy nie byłam poważnie chora, wiec dlaczego teraz coś by się miało zmienić ? Przecież 80% takich przypadków to błahostki.  Zdrowy rozsądek oczywiście nakazał sprawdzić to  jak najszybciej ,uspokojona przez lekarzy ,wyniki badań  spokojnie  pozwoliłam wydarzeniom biec swoim torem . Niestety po kilku miesiącach okazało się, że mój pasażer na gapę to pasażer złośliwy i pozbycie się go wiąże się z długą i mało przyjemną walką . Czy gdybym była większą realistką a nawet pesymistką lepiej bym sobie poradziła z problemem ? Dzisiaj już wiem , że nie, ponieważ w życiu ważne jest nie tylko unikanie problemów ale również rozwiązywanie ich . Kiedy skupiasz się tylko na unikaniu , na życiu w swoim bezpiecznym, komfortowym świecie po pierwsze dużo ciekawych rzeczy może Cię ominąć, a po drugie kiedy coś zmusi Cię do wyjścia z twojej strefy komfortu samo unikanie i chowanie głowy w piasek  może nie wystarczyć. Ja to dzisiaj wiem, bo nie mogę się schować i udawać, że wszystko jest ok. mam po prostu za dużo do stracenia, za bardzo kocham moje życie i wszystko co z nim jest związane . Mój optymizm sprawia, że wszystko wydaje się takie niesamowite, wszystko jest nowym doświadczeniem . Ból przestaje być taki dotkliwy , cierpienie nie jest udręką . Znalazłam siebie w nowej roli i daleka jestem od użalania się nad swoim losem , nie siedzę i nie czekam na to co się wydarzy tylko robię to co mi pomaga „ na głowę „ :) tak na głowę, bo od tego jak i co myślisz wszystko się zaczyna . Optymizm sprzyja kreatywności, rozwiązywaniu problemów. Ja wierzę w siebie dlatego łatwiej jest podejmować mi decyzję . Po kilku miesiącach walki z chorobą wiem , że to i to czego się nauczyłam w pracy nad sobą sprawia, że jestem wysoko ponad to wszystko .Więc do dzieła ! Naucz się nosić różowe okulary , żebyś za jakiś czas mogła powiedzieć " WARTO BYŁO"