poniedziałek, 9 listopada 2015

Chemia -nie taki rak straszny jak go malują


 Uwielbiam dwuznaczności, wszelkie, szczególnie te w niewinnych albo i bardziej winnych rozmowach towarzyskich :). Dwuznaczności powodują uśmiech , czasami zakłopotanie, niezrozumienie.
Chemia jedno słowo kilka znaczeń. Najbardziej lubię to, które kojarzy się z przyjemnym uczuciem pomiędzy dwoma osobami, kiedy rodzi się coś bo jest między nimi jakaś chemia. Chemia to też laboratorium, próbki ,produkty już mniej przyjemne aczkolwiek w kategorii kosmetyków dosyć lubiane, szczególnie przez Kobiety .
I ostatnie znaczenie o którym dzisiaj chciałam napisać to, to, które miałam okazję poznać nieco bliżej w ciągu ostatniego roku. Ten wpis dedykuje wszystkim kobietom, które też będą musiały zmierzyć się z tym znaczeniem tego słowa. Które już wiedzą, że....No właśnie co? Nie ma jednej receptury, nie ma jednego ciała, które zareaguje tak samo jak nasze, ale chciałam na podstawie własnych doświadczeń trochę odczarować to co przeklęte, to co staje się powodem strachu, to co kojarzy się z zabijaniem i tego co chore i tego co zdrowe. Wszystko co piszę to moje własne doświadczenia i przeżycia ...
Kwiecień, nawet nie pamiętam jaka była wiosna, pamiętam, że w czasie świąt wielkanocnych bardzo płakałam, bałam się strasznie tego co czytałam, tego co mnie czekało. Kiedy żegnałam się z wyjeżdżającym za granicę  bratem przez głowę przebiegła mi myśl czy ja go jeszcze zobaczę . Czarnowidztwo na maxa , ale pisałam już wcześniej po kim to mam i jak sobie z tym radzę :) Myślenie nie boli  Chemia to dla mnie wtedy były blade, słaniające się na nogach istoty, które walczą o przetrwanie. I z takim nastawieniem trafiłam do szpitala, gdzie miałam sama zmierzyć się z tym zjawiskiem. Stać się bladą, łysą istotą .
Pierwszy cud ludzie, których tam poznałam,ludzie, którzy naprawdę sporo przeszli. Młodziutka Iga po skomplikowanej operacji guza mózgu, dumnie nosząca swoją łysinę na pięknej buzi i kilka innych osób które pomimo leczenia całkiem dobrze wyglądały i funkcjonowały. Współlokatorka ze szpitalnego pokoju Pani Zosia, uśmiechnięta , wiecznie gadająca, już na mecie leczenia. Dziewczyna, na którą w domu czekało 8 miesięczne dziecko,o raku dowiedziała się jak była w ciąży . Co poczułam...wielką ulgę. Dostałam odpowiedź na pytanie" Czy dam radę?" Dostałam luz i uśmiech od ludzi z pierwszej linii frontu. Dla mnie lekarstwem na stres, było i zawsze jest wyjście do ludzi, do ludzi pozytywnych.Nie zapomnę nigdy eleganckiej starszej, bardzo ciepłej pani kiedy na moje pytanie którą chemie dostaje odpowiedziała 24 ! Uśmiechnięta, przesympatyczna, bardzo dobrze ubrana, żartowała że dla niej chemia to już taka norma i głośno zastanawiała się komu w spadku przekaże wszystkie swoje ubrania:)  Nauczyłam się unikać tych, którzy zamartwiają siebie i próbują przelać to na innych. Tak, nie ma co się oszukiwać były też słaniające się kobiety, narzekające na wszystko. Unikałam ich , szybko kończyłam rozmowę albo za dobrą radą zakładałam słuchawki i jak ja top mówię brałam świat na głucho. Niegrzecznie, nieładnie, owszem można tak powiedzieć, ale zasada jest prosta, jesteś chora i twoim najważniejszym zadaniem jest wyleczyć się , wygrać, więc masz pełne prawo robić wszystko co zbliża Cię do wygranej , nawet być egoistką. Tak egoistką ,musisz myśleć przede wszystkim o sobie i dać innym zadbać o siebie. Kiedy słyszę teksty typu" Nie mówiłam rodzinie bo nie chcę ich martwić" to kolana mi się uginają, to nie miejsce na taką kokieterię i użalanie się nad sobą przed samą sobą. Chemia to na szczęście w większości przypadków leczenie, którego większą część spędzasz w domu, co ma niesamowite znaczenie dla regeneracji organizmu(chociażby jedzenie, to szpitalne nie grzeszy bogactwem składników odżywczych). Ja przy pierwszej chemii spędziłam trzy dni w szpitalu, każda kolejna chemia już tylko z doskoku . 
Pamiętam ten strach jaki mi towarzyszył za pierwszym razem, nie wiedziałam czego się spodziewać . Pierwszy strzał, kilka kroplówek z nie wiadomo czym a wśród nich ta najstraszniejsza czerwona , pamiętam z rozmów na korytarzach poczekalni - czerwona to było "coś strasznego" .
Sama chemia ..dziwne uczucie zimne, obce, otumaniające jak narkotyk.Dosyć szybko 15 min i moje 5 litrów krwi zostało rozrzedzone litrem chemii. Wstałam poszłam, położyłam się i czekałam na jakieś straszne efekty...nic.Pani Zosia delikatnie ostrzegła, że leki działają, najgorsze moze być potem. I owszem nadeszło..coś co w innych okolicznościach nazwałabym połączeniem nudności ciążowych,grypy żołądkowej i mega kaca, takiego pow wypiciu każdego alkoholu jaki akurat był pod ręką . Nie bardzo wiesz co masz ze sobą zrobić, leżysz źle, stoisz jeszcze gorzej, Mi pomagało chodzenie, więc ku przerażeniu pani Zosi znikałam z pokoju i snułam się po korytarzach. Tu dziękuję za sympatycznego pana, który swoim poczuciem humoru doskonale pomagał mi nie myśleć o tym co się ze mną dzieje.
Kolejny dzień już trochę lepiej, szału nie ma, dalej prześladowało mnie wspomnienie wczorajszego obiadu i totalna awersja do jedzenia i picia. Niesamowicie pomaga tutaj umiejętność wsłuchania się w siebie, w to czego Twój organizm potrzebuje na co ma ochotę, wiem to oklepane ale psychika odgrywa w chorobie ogromną rolę . I to nie tylko dobre nastawienie, ale również intuicyjne zaspakajanie swoich potrzeb fizycznych. Twój organizm musi stoczyć walkę i Ty musisz mu pomagać w tej bitwie. Kiedy się poddasz temu co się dzieje, trudniej będzie wygrać. Dostajesz lekarstwo, którego zadaniem jest zabić komórki raka, niestety przy okazji rykoszetem dostają zdrowe, więc Twoim zadaniem jest wspomagać te zdrowe. Robiąc wszystko co możliwe,żeby było im dobrze. Ja często w czasie przyjmowania chemii uciekałam do swojej podświadomości , zamieniałam w swojej głowie chemię na cudowny eliksir dodający sił , to brzmi pewnie dla niektórych jak by chemia uszkodziła mi szare komórki :) ale jest bardzo skuteczne. doszłam w tym do takiej wprawy, że czasami lepiej się czułam po chemii niż jak jechałam do szpitala po kolejną dawkę. Po pierwszym dniu już było coraz lepiej . Apetyt, wracał, nudności zniknęły. Pojawiły się inne objawy- pieczenie skóry twarzy i ciała , takie uczucie jak po oparzeniu słonecznym. Szybko mijało.Niesmak w ustach, zmieniające się smaki-  raz czułam tylko sól, następnego dnia mogłam zjeść łyżkę soli nic nie czując.Posmak metalu, woda miała taki dziwny smak. Pierwsza chemia była najgorsza w odczuciach, potem już z górki. Oczywiście bywało niedobrze, miałam wstręt do wszystkiego co czerwone.Ale cały czas byłam aktywna, przynajmniej do wieczora :)kiedy organizm domagał się odpoczynku . 
Włosy wypadły mi chyba przy drugiej chemii, po trochu i w końcu zaczęły wychodzić garściami  . Brwi i rzęsy wbrew stereotypom miałam do końca , rzadsze, marniejsze ale były :)
Nie miałam żadnych akcji w jamie ustnej i na paznokciach..
Pamiętaj to ma być czas dla Ciebie , zyj normalniei rób wszystko żeby Twój organizm tak to odczuł. Kiedy poddaje się umysł, zaraz za tym idzie ciało. W internecie jest dużo artykułów, spekulacji jak to lekarze zabijają nas chemią dla pieniędzy, każdy ma prawo mieć swoje zdanie w tym temacie, ale dla mnie czytanie tego to jak robienie sobie seansu z katastrof lotniczych krótko przed lotem samolotem.
Potem była zmiana chemii na tzw białą , już tylko dwa dni w szpitalu. Lajcik, uciążliwe bóle w kościach , taki trochę reumatyzm. Żartowałam sobie czasami, ze przechodzę starość w wieku 40 lat. 
Dzisiaj mija 2 miesiące po ostatniej chemii (11 serii) za mną radykalna masektomia. Przede mną radioterapia. Fizycznie nie odczuwam żadnych skutków chemii. Wróciłam do biegania , jeszcze w trochę wolniejszym rytmie, ale wszystko przede mną :)  
Więcej o tym jak wspomagałam organizm w czasie chemii i przed TUTAJ
Dołącz do mnie na FB Po prostu Kobieta 
Podaj dalej . Jeśli masz pytania pisz śmiało :)Pamiętaj teraz Ty jesteś najważniejsza
     .   



środa, 21 października 2015

Dobry dzień na narzekanie :)







 Jeżeli ktoś się spodziewa dalej utyskiwania na ustrój i służbę zdrowia to może nie czytać bo nic takiego się nie wydarzy :) Będzie o szacunku do siebie i do innych . O zależności  na którą sami się godzimy .
Czwartek ważny dla mnie dzień,  o godzinie  8.00 mam mieć konsultację z lekarzem w kwestii dalszego leczenia . Kwestia dosyć istotna, przynajmniej dla mnie , bo oznacza podjęcie decyzji której raczej nie cofnę, bo oznacza informacje czy leczenie idzie we właściwym kierunku .
Poczekalnia ,nerwowa atmosfera bo część petentów/pacjentów czeka już od ósmej a głównego sprawcy zamieszania nie ma . Koło 11 pojawiają się tzw  asystentki medyczne/sekretarki budując napięcie , że może to już J ale nie ,trzeba jeszcze odczekać swoje . Koło 12 pojawia się on ,szpitalny guru….lekarz . Szybki wywiad i już wiem, że połowa była umówiona na 8 a druga połowa na 11 . Taki system , żeby się nie przemęczać .  Cóż, systemu zarządzania i organizacji pracy w szpitalu nie zmienię, ale zawsze mogę zmienić to co mnie dotyczy. Pamiętasz „ to ty kreujesz rzeczywistość ,która Cię otacza”
Zawsze uśmiecham się do siebie kiedy słyszę jak zaczyna się narzekanie w kolejce :) Jedno słowo staje się wodą na młyn , jestem w szoku ile ludzie są w stanie jadu wylać w tak krótkim czasie ! Nic nie robiąc przy, żeby poprawić swoją sytuacją.   Nienawidzę narzekania , swojego ,innych, takiego pustego gadania .Tak na zdrowy rozum, co to daje ? Podobnie jak w tej kolejce, jeżeli  nie skupisz się na rozwiązaniu,  to tylko narastać będzie Twoja frustracja a Ty będziesz pogłębiać się w przekonaniu, że nic nie można zrobić .
 Narzekanie na pracę, na partnera, na siebie to zawsze działa tak samo .
Za dużo ważysz …tygodniami myślisz o tym , Twoje otoczenie słyszy „ Muszę schudnąć” „Muszę coś ze sobą zrobić” i co… nic, a może nawet kilka kg więcej . Nie jesteś zadowolony ze swojej pracy , z szefa .  Pracujesz, narzekasz, Twoi znajomi wiedzą już w szczegółach, słysząc nie raz jakie to nieszczęście Cię spotyka co dzień, jak bardzo cierpisz. I co… jesteś w lepszej sytuacji, czy Twoje narzekanie jest terapią na całe zło, nie, po prostu  stajesz się ofiarą własnego myślenia, tracisz najpierw wizerunek wśród współpracowników, pracy której nie lubisz, nigdy nie wykonasz dobrze i w końcu twój znienawidzony szef zacznie tak samo nienawidzić Ciebie . Znajomi przestają traktować poważnie Ciebie i twoje narzekania, zaczynają Cię  unikać albo tworzą towarzystwo wzajemnej adoracji „etatowych narzekaczy”.
Ok. nie zawsze możemy  rozwiązać  problem od razu  , w poczekalni pod gabinetem nie byłam w stanie zlikwidować kolejki . Mogłam  niczym Michale Douglas w „ Upadku” trochę narozrabiać i dać upust  swoim emocjom,  albo mogłam po prostu poprawić jakość swojego czekania robiąc w tym czasie coś pożytecznego na co zawsze brakuje czasu na co dzień.  Mogłam w myśl zasady „gdzie dwóch się bije …” skrócić swój czas oczekiwania .
A w kolejce…. po przyjęciu kilku pacjentek , bohater zamieszania nagle postanowił opuścić gabinet na bliżej nieokreślony czas , nie muszę pisać jaka była reakcja oczekujących  :) Minister zdrowia i nawet nowo zaprzysiężony prezydent dowiedzieliby się o sobie parę nowych rzeczy .
Wstałam, weszłam do gabinetu w którym została asystentka . Nie zwracając uwagi na jej mocno zdziwione spojrzenie, pewnym  głosem zapytałam „ Jak szybko lekarz zacznie znowu przyjmować, i która jestem w kolejce ponieważ muszę zaplanować swój powrót do domu pociągiem ? „
Usłyszałam ,że lekarz za pół godziny będzie z powrotem i pytanie o moje nazwisko ,oraz, że ona nie decyduje o kolejności przyjęć  J 
Grzecznie zapytałam dalej „ Co Pani mi radzi w takiej sytuacji? Może powinnam porozmawiać z lekarzem jak wróci czy może  poczekać  a Pani przekaże moją prośbę „
Usłyszałam krótkie „Proszę poczekać” i kątem oka zauważyłam ,jak moja karta ląduje na górze pokaźnego stosiku .
 Co zyskałam ? Skróciłam swój czas oczekiwania o co najmniej 5 osób ;)dowiedziałam się ,że lekarza nie będzie ok. pół godz. więc nie muszę czujnie siedzieć i czekać w poczekalni czy aby mnie nie zawołają . Mogę spokojnie iść na kawę .
Wiem ,że oczekiwanie w kolejce to nie sprawa życia i śmierci, ani coś co może zaważyć na całym Twoim życiu. Ale podobnie jak ja zamiast siedzieć i narzekać razem z tłumem , podjęłam działanie .
Całkiem podobnie to działa w życiu , każdy krok który zrobisz do przodu działa na korzyść tego co chcesz zmienić . Nie musisz od razu rzucać szefowi w twarz wypowiedzenia bo go nie lubisz, bo nie podoba Ci się Twoja praca. Możesz zacząć działać ,znajdować pozytywne aspekty w miejscu w którym jesteś. Ustalić zasady, określić co pracuje na Twój wizerunek a co na wizerunek firmy w której pracujesz . Zadać sobie pytanie  Po co to robię ?  Co chcę  osiągnąć ,zmianą? Co mnie  czeka na końcu tej drogi ?.
Nie bój się prosić ale pamiętaj ,że kiedy prosisz nie dając nic od siebie nie możesz oczekiwać zbyt wiele.
Jeżeli jesteś Kobietą, która oczekuje od życia więcej ,dołącz do nas 

piątek, 25 września 2015

O Vit C i nie tylko .


Dzisiaj  moje doświadczenia, trochę o tym co mi pomogło, co na mnie działa w walce z chorobą . 
Pewnie jeszcze długo nie będę mogła ze 100% pewnością stwierdzić, że jestem już w pełni zdrowa, ale na razie dla mnie najważniejsze jest to, że tak się czuję. Co już za mną -jestem po 10 cyklach chemioterapii, co dwa tygodnie połowa czerwonych,połowa palitaxel czyli białe podobno lżejsze. Najgorzej było kilka dni po pierwszej chemii, każda kolejna była już ok, pod względem samopoczucia. 
Wczoraj miałam zabieg mastektomii, mój kolejny mały sukces to to, że piszę ten tekst już w domu:). Mój pasażer na gapę, to złośliwy nowotwór piersi, wynik mutacji genu BRCA1. Szybko namnażające się komórki, ich dobrą stroną jest to, ze szybko też giną. Ze wstępnej rozmowy z chirurgiem po operacji dowiedziałam się że wycięty guz był znacznie mniejszy od wersji początkowej, podobnie węzły chłonne więc leczenie konwencjonalne i to mniej konwencjonalne działa  na moją korzyść :)
 Pewnie nie ma jednej recepty dla każdego, wszyscy mamy trochę inne organizmy, inny też pewnie jest typ choroby. To o czym napiszę zadziałało na mnie, nie nie mogę dać Ci pewności, że w Twoim przypadku to zadziała tak samo, nie jestem też zwolenniczką zarzucania medycyny konwencjonalnej na rzecz suplementów, absolutnie.Kiedy się dowiedziałam, że mam raka nigdy nie zrezygnowałabym z chemioterapii. Zaczęłam leczenie pod okiem lekarzy w IO Gliwice Dr Michał Jarząb (gorąco polecam) , jednocześnie  przygotowałam swój organizm do chemioterapii . Wybierając suplementy i elementy diety trochę na wyczucie, potwierdzając u znajomych lekarzy działanie.
Ale do rzeczy, żeby przygotować się do chemii wiedziałam, że najważniejsze jest wzmocnić organizm , nabrać odporności.  .
 JEDZENIE
 Do diety codziennej dorzuciłam dużo warzyw krzyżowych tzn kapusta, brokuły ,kalafior ,brukselka no i oczywiście cudowne buraki :) Nie jestem z tych co lubią spędzać czas w kuchni i przygotowywać sobie specjalne dania, tym bardziej, że moja rodzina zawsze chciała jeść to co ja, więc po prostu gotowałam kilka porcji warzyw, albo przygotowywałam na surowo i jadłam .Codziennie piłam malutką porcję wody z kiszonych ogórków, kapusty, buraków obojętnie, co będzie bardziej smakowało Kiszone warzywa i sok to ogromna porcja witamin z grupy B, oraz źródło kwasu mlekowego, który oczyszcza organizm i zwiększa odporność.
Mięso -odrzuciłam całkowicie czerwone, wędzone. Wieprzowina w małych ilościach, drób w szczególności indyk dużo bo to źródło żelaza. 
Nabiał - sery białe, jogurt naturalny, kefir to moi sprzymierzeńcy w budowaniu odporności .
Piękne lato sprawiło,że miałam cały czas dostęp do naturalnych antyoksydantów w malinach, jeżynach itp
Wcześniej wspomagałam się sokiem z granatu, tylko czytaj skład bo bardzo często w czymś co jest nazwane sokiem z granatu jest go tylko 1% :(
Herbata z czystka, niedroga rzecz a bardzo bogata w składniki odżywcze .
Nasiona Chia - fajny dodatek do jogurtów , i ogromne właściwości zdrowotne szczególnie przy nowotworach piersi.
Dużo wiedzy podanej w obiektywny sposób jest tutaj   poradnikzdrowie.pl

SUPLEMENTY DIETY  
Temat rzeka, temat do wielu dyskusji .Ma swoich gorących zwolenników jak i wrogów więcej o tym TUTAJ  
Ja przed rozpoczęciem chemioterapii wzmacniałam organizm przyjmując kilka suplementów :
KoenzymQ10 w największej dawce jaka jest dostępna w aptece,wytwarza energię w komórkach, chroni serducho i szkielet . Naturalnie występuje w szpinaku, rybach i brokułach. Ja przed chemią wcinałam tabletki ,żeby nadrobić braki
Vit D 
Vit K2 pozyskiwana z japońskiego natto (sfermentowany produkt sojowy)  ja kupowałam taką:
  vit K2 ułatwia wchłanianie wapnia, pomaga w utrzymaniu zdrowych kości, przyczynia się do prawidłowego krzepnięcia krwi.
Kiedy zaczęłam chemioterapię, z suplementów zostawiłam sobie tylko dwa :
Revicoll - jeden z najbardziej bogatych w składniki ,dobudowuje kolegen w kościach, stawach, przyspiesza regenerację, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, wzmacnia układ immunologiczny . Nie jest tani, ale zastępuje wiele innych suplementów REVICOLL INFO
Vit C  - to właściwie ona skłoniła mnie do napisania tego postu, po olbrzymim zainteresowaniu jakie wzbudziła na jednej z grup Fejsbookowych . Mam nadzieję, że to nie jest nielegalne :) tak cały czas wspomagam się przyjmując Vit C dożylnie . Taką formę Vit C mozemy kupić w Polsce w aptece na receptę 
Vit C Iniekcja  i ja biorę albo w zastrzykach albo w kroplówkach. Nie stosuje jej jako zamiennik leczenia konwencjonalnego więc przyjmuje to w dawkach 1-2 g dziennie z przerwami w dniu chemii i cztery dni po. 
Tańszą Vit C można kupić w Niemczech jeżeli ktoś ma dostęp, tam 5 ampułek po 1g każda kosztuje ok 7 E. Pojawiła się też ostatnio Vit C liposomalna , która ma podobną wchłanialność jak ta dożylna. Rozmawiałam z osobą chorą na raka jelita która taką stosuje i ma całkiem dobre efekty. Jeżeli nie chcesz stosować tych specyfików dożylnie, to warto Vit C stosować doustnie, pamiętaj że ona sie szybko utlenia więc ja osobiście nie mam zaufania do wszelkiego rodzaju proszków , szukałam Vit C z naturalnych wyciągów i kiedy nie robię kroplówek to stosuje taką VIT C
I to tyle w temacie :) Może skorzystasz, może chociaż trochę przyczyni się do lepszego samopoczucia. Może masz jakieś swoje sprawdzone sposoby, proszę podziel się w komentarzu. 
Dołącz do mnie na FB  PO PROSTU KOBIETA 
Iwona Bednarek -trener sprzedaży 

sobota, 19 września 2015

Zbadaj swoje geny





Witaj Piękna Kobieto, dzisiaj będzie mniej przemyśleń, trochę więcej faktów. Jak się pewnie domyślasz głównym bohaterem tego wpisu będzie rak, a właściwie jedna z przyczyn jego powstawania czyli mutacja genu. Dlaczego akurat to, a bo się tak złożyło,że mój pasażer na gapę to właśnie wynik takiej mutacji. Od razu też wyjaśnię, nie jestem lekarzem,   z medycyną mam tyle wspólnego co wysiedziałam na szpitalnych korytarzach i w gabinetach. Przez ostatnie pół roku nadrobiłam w tej kwestii dosyć sporo. Rzeczy o których będę pisać to informacje, które mi udało się pozyskać od lekarza. Dlaczego, ponieważ kiedy rozmawiam z kimkolwiek w tym temacie to słyszę od większości z was drogie panie ” Tak , muszę to sprawdzić…” „ No, już od dawna mam zaplanowane iść do lekarza…” itp.

Mnie to też dotyczy, tak mnie . Po pierwsze dlatego, że już mam nowotwór, a po drugie, że mam też świadomość tego, że olałam pewne tematy, sygnały. Po trzecie,  zawsze uważałam się za osobę światłą , badającą się okresowo i takie tam ….a jednak .

Osobiście wcześniej nigdy nie spotkałam się z lekarzem pierwszego kontaktu , który w jakikolwiek sposób proponuje profilaktykę .Dlatego ten wpis

Do rzeczy, przyczyn powstawania nowotworów u Kobiet jest kilka , pewnie kilka z nich jeszcze zupełnie niejasne. Jedną z nich jest mutacja genów BRCA 1 to taki gen , który koduje białko biorące udział w procesie naprawy DNA – rozumiecie ? Ja nie bardzo :) , ale chyba nie muszę . Ważne, że mutacje w tym genie odpowiadają za dziedziczną predyspozycję do raka piersi , jajnika, trzustki .

U Kobiet z rakiem piersi ta mutacja występuje w 1 na 1000 przypadków (czuję się zaszczycona, ale nie trzeba było aż tak mnie wyróżniać) i teraz krótko  Kobieto w trzech punktach
 

1.    KTO POWINIEN SIĘ PRZEBADAĆ



·        # Kobiety  pow.  25 roku życia u których w rodzinie najbliższej (rodzice, dziadkowie, rodzeństwo rodziców, rodzeństwo twoje) stwierdzono NAWET JEDEN  przypadek  raka piersi lub jajnika !

·       #  Kobiety które w rodzinie miały przypadki nowotworów złośliwych !

·        # Kobiety które stosują lub stosowały antykoncepcję hormonalną !

·       #  Kobiety, które mają jakiekolwiek zmiany w piersiach !

To jest gen dziedziczny, możesz go dostać w spadku bezpośrednio po mamie, albo po tacie ,który może być tylko nosicielem (nie miej o to pretensji do rodziców, to nie ich wina :) )

2.     GDZIE I JAK  MOŻNA ZROBIĆ BADANIE

Ja polecam poradnie genetyczne www.genetyka.com ,które są przy każdym szpitalu onkologicznym w kraju. Tak czas oczekiwania jest dosyć długi ale warto. Nie trzeba mieć skierowania, to lekarz genetyk określi czy kwalifikujesz się do bezpłatnego badania na podstawie historii chorób w Twojej rodzinie. Przygotuj się ,że będziesz musiała wypełnić ankietę z wszystkimi przypadkami raka w najbliższej rodzinie + daty zachorowania i śmierci. Powiem Ci, że ja dowiedziałam się dopiero wtedy, że moja ciotka miała raka jajnika a ja byłam przekonana, że to był rak jelita . Że moja babcia miała raka macicy …tak jakoś wcześniej nie interesowałam się tym , a jednak.

Możesz też zrobić badanie w  każdym laboratorium , koszt ok. 400 zł . Warto wcześniej skonsultować to z lekarzem, żeby nie błądzić po omacku

3.     DLACZEGO ?

Ponieważ kiedy wiesz, że jesteś w grupie podwyższonego ryzyka możesz poprzez profilaktykę skuteczniej dbać o siebie. Czy wiesz np. , że kobiety z takim ryzykiem nie powinny stosować antykoncepcji hormonalnej . Czasami profilaktyka jest dużo bardziej drastyczna niż zwykłe badania. Profilaktyczne amputacje piersi, usunięcia jajników , macicy ,jelita czy tarczycy to zabiegi zabezpieczające Twoją przyszłość. Decydujesz oczywiście sama , nikt Cię nie ma prawa do tego zmusić . Ja już podjęłam decyzję , do mnie przemawiają fakty.

Mutacja genu BRCA 1 to 40-80% szans zachorowania na raka piersi (niestety sprawdziło się) 10-40% szans na zachorowania raka jajnika (usunę bo nie mam ochoty sprawdzać statystyk).

Nosiciele genu  np odpowiedzialnego za raka  rdzeniastego tarczycy niemal w 100 % zapadają na tą przypadłość, a można go usunąć.

I ostatni powód dlaczego …. jako kobieta, matka, żona , kochanka na pewno kojarzysz takie sytuacje kiedy musisz zostawić bliskich na dłużej , organizujesz im co się da . Opiekę  babci , jedzenie na zapas , ubranka wyprasowanie i przygotowane na każdy dzień bo  wydaje się nam ,że tatuś „ nie da rady” . A co z uśmiechem, pocałunkiem, przytulaskiem, dobrym słowem …. tego nie da się zamrozić i zostawić na potem w lodówce . To jest potrzebne Twoim bliskim tu i teraz . PAMIĘTAJ O TYM !!!!! 
 Badaj się , jeżeli masz jakieś doświadczenia podziel się ze mną w komentarzu  , udostępnij proszę ten wpis , chcę żeby dotarł do jak największej ilości Kobiet . 
Po prostu Kobieta  
Iwona Bednarek Trener 

sobota, 5 września 2015

Łysa ale w ostrogach



Takie pytanie na początek

Jesteś szczęśliwa kiedy Jest Ci dobrze, czy jest Ci dobrze kiedy jesteś szczęśliwa ?

Ha :) myślę, że Hamlet by się nie powstydził.

A już zupełnie serio to wpadło mi w oko ostatnio takie zdanie Andrew Matthews .


„Od 10 tysięcy lat wierzymy w to, że jeśli odniesiemy sukces, to będziemy szczęśliwi. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że to bycie szczęśliwym przynosi nam sukces. Gdy jesteśmy szczęśliwi, mamy więcej energii, mamy lepsze pomysły, mamy więcej inspiracji, przyciągamy ludzi, łączymy się z ludźmi, przyciągamy pozytywne sytuacje. Tak więc szczęście nie jest swego rodzaju opcją, która pozwala nam odnieść sukces. Szczęście jest naszą podstawą”


Wierzcie mi, daleka jestem od scenariusza życiowego  wdychać szczęście, wydychać miłość , czy też odwrotnie. Kto mnie zna może to spokojnie potwierdzić, że raczej twardo stąpam po ziemi ,dostrzeganie pozytywnych stron, akceptacja siebie i tego co Cię  otacza nie zwalnia  od rozwoju i pracy nad sobą .  

Nie znam osoby, która w swoim życiu nie dostała chociaż raz mocno po dupie. Trudne sytuacje  są koło nas , tracimy pracę, zdrowie, ukochane osoby, zaufanie, mamy zbyt duże nosy, krzywe nogi , duże brzuchy , małe piersi, jesteśmy łysi . No właśnie , zatrzymam się chwilę przy łysi, bo ten stan jest mi ostatnio dobrze znany . Wiem, to czasowe i odrosną , nawet już zaczęły , ale kiedy musiałam zmierzyć się z tym to nie było takie łatwe . Włosy nie wypadają na raz , najpierw trochę ,potem coraz bardziej .Kiedy pewnego ranka zobaczyłam w lustrze siebie za 40 lat z fryzurą na Gargamela,  to wierzcie mi nie wyglądało dobrze, wróciłam do łóżka i przepłakałam  dobrą  godzinę, bałam się pokazać własnym dzieciom , niby wiedziałam , byłam przygotowana ,a jednak trochę mnie przerosło. Na szczęście trochę i na chwilę . Wzięłam męża, maszynkę i popracowaliśmy nad nową fryzurą :) Wtedy zobaczyłam w lustrze nową wersję siebie , dużo łatwiejszą do zaakceptowania , taką rack&rollową .

Znalazłam kilkanaście powodów dla których fajnie jest przeżyć taką zmianę , głowa bez włosów to taka czysta karta , można fajnie wyeksponować inne elementy. Kolorowe chusty to niekończąca się zabawa z kolorami, których do tej pory było bardzo mało w mojej garderobie. Jak zaczyna padać deszcz to nie muszę się martwić o fryzurę, przed  większą imprezą też :), dużo łatwiej można mnie zapamiętać , a nic nie może równać się z tym kiedy zaczynają odrastać i z ekscytacją dziecka czekasz jakie będą te nowe .

To, że zaakceptowałam siebie, pozwoliło mi dostrzegać akceptację u innych . Ułatwiło mi wyjście do ludzi, mogłam spokojnie stanąć na scenie jako trener,  mogę być taką samą mamą dla moich dzieci. Kiedy ludzie widzą mnie szczęśliwą to nie traktują mnie specjalnie a to pozwala  bardziej korzystać z życia bo nie ograniczam swoich możliwości tylko sama decyduję co mogę. 

Pracuję nad sobą , nie walczę z chorobą, tylko poznaję wroga i  robię wszystko co mogę żeby zostawić ją za sobą . 
Podobnie jest w każdym momencie życia, kiedy jesteś  szczęśliwy , radosny , masz więcej energii do działania , więcej inspiracji, przyciągasz więcej ludzi a razem z nimi więcej  możliwości i szans na sukces .To wszystko to podstawa do tego ,żeby osiągnąć sukces . Kiedy skupiasz się na problemie , wszędzie widzisz zasadzki, uważasz że musisz być perfekcyjnie dobry żeby odnieść sukces to grozi ci jedynie coraz większe poczucie winy i frustracja. Kiedy podchodzisz do ludzi na zasadzie „ Co oni o mnie powiedzą” „Co mogą ode mnie chcieć ?” Kiedy będziesz szukał wad  w Twojej pracy, w bliskiej osobie to je znajdziesz , a kiedy poszukasz dobrych stron to też je znajdziesz .  Nie rezygnuj z poszukiwania tego co najlepsze dla ciebie, z rozwoju ale najpierw zaakceptuj siebie.

nieszczęśliwi ludzie mówią: kiedy będę szczęśliwy, wtedy będę wdzięczny. A szczęśliwi ludzie mówią, kiedy będę wdzięczny, to będę szczęśliwy”

Pamiętacie mój ostatni wpis ? To był właśnie taki trudny moment w moim życiu , i właśnie to,że potrafię być szczęśliwa pozwala mi szybko przejść na opcję –

 NIE ZALEŻNIE OD WSZYSTKIEGO , PIERŚ (jedna czy dwie, obojętnie :)) DO PRZODU, BĄDŹ WDZIĘCZNY ZA TO CO MASZ I IDŹ DALEJ  PO SUKCES , JAKI TYLKO SOBIE ZAPLANUJESZ. 

Dołącz do nas 
https://www.facebook.com/groups/628741627243284/
Poznaj mnie w pracy 
https://www.facebook.com/IwonaBednarekTrenerSprzedazy?ref=tn_tnmn