środa, 21 października 2015

Dobry dzień na narzekanie :)







 Jeżeli ktoś się spodziewa dalej utyskiwania na ustrój i służbę zdrowia to może nie czytać bo nic takiego się nie wydarzy :) Będzie o szacunku do siebie i do innych . O zależności  na którą sami się godzimy .
Czwartek ważny dla mnie dzień,  o godzinie  8.00 mam mieć konsultację z lekarzem w kwestii dalszego leczenia . Kwestia dosyć istotna, przynajmniej dla mnie , bo oznacza podjęcie decyzji której raczej nie cofnę, bo oznacza informacje czy leczenie idzie we właściwym kierunku .
Poczekalnia ,nerwowa atmosfera bo część petentów/pacjentów czeka już od ósmej a głównego sprawcy zamieszania nie ma . Koło 11 pojawiają się tzw  asystentki medyczne/sekretarki budując napięcie , że może to już J ale nie ,trzeba jeszcze odczekać swoje . Koło 12 pojawia się on ,szpitalny guru….lekarz . Szybki wywiad i już wiem, że połowa była umówiona na 8 a druga połowa na 11 . Taki system , żeby się nie przemęczać .  Cóż, systemu zarządzania i organizacji pracy w szpitalu nie zmienię, ale zawsze mogę zmienić to co mnie dotyczy. Pamiętasz „ to ty kreujesz rzeczywistość ,która Cię otacza”
Zawsze uśmiecham się do siebie kiedy słyszę jak zaczyna się narzekanie w kolejce :) Jedno słowo staje się wodą na młyn , jestem w szoku ile ludzie są w stanie jadu wylać w tak krótkim czasie ! Nic nie robiąc przy, żeby poprawić swoją sytuacją.   Nienawidzę narzekania , swojego ,innych, takiego pustego gadania .Tak na zdrowy rozum, co to daje ? Podobnie jak w tej kolejce, jeżeli  nie skupisz się na rozwiązaniu,  to tylko narastać będzie Twoja frustracja a Ty będziesz pogłębiać się w przekonaniu, że nic nie można zrobić .
 Narzekanie na pracę, na partnera, na siebie to zawsze działa tak samo .
Za dużo ważysz …tygodniami myślisz o tym , Twoje otoczenie słyszy „ Muszę schudnąć” „Muszę coś ze sobą zrobić” i co… nic, a może nawet kilka kg więcej . Nie jesteś zadowolony ze swojej pracy , z szefa .  Pracujesz, narzekasz, Twoi znajomi wiedzą już w szczegółach, słysząc nie raz jakie to nieszczęście Cię spotyka co dzień, jak bardzo cierpisz. I co… jesteś w lepszej sytuacji, czy Twoje narzekanie jest terapią na całe zło, nie, po prostu  stajesz się ofiarą własnego myślenia, tracisz najpierw wizerunek wśród współpracowników, pracy której nie lubisz, nigdy nie wykonasz dobrze i w końcu twój znienawidzony szef zacznie tak samo nienawidzić Ciebie . Znajomi przestają traktować poważnie Ciebie i twoje narzekania, zaczynają Cię  unikać albo tworzą towarzystwo wzajemnej adoracji „etatowych narzekaczy”.
Ok. nie zawsze możemy  rozwiązać  problem od razu  , w poczekalni pod gabinetem nie byłam w stanie zlikwidować kolejki . Mogłam  niczym Michale Douglas w „ Upadku” trochę narozrabiać i dać upust  swoim emocjom,  albo mogłam po prostu poprawić jakość swojego czekania robiąc w tym czasie coś pożytecznego na co zawsze brakuje czasu na co dzień.  Mogłam w myśl zasady „gdzie dwóch się bije …” skrócić swój czas oczekiwania .
A w kolejce…. po przyjęciu kilku pacjentek , bohater zamieszania nagle postanowił opuścić gabinet na bliżej nieokreślony czas , nie muszę pisać jaka była reakcja oczekujących  :) Minister zdrowia i nawet nowo zaprzysiężony prezydent dowiedzieliby się o sobie parę nowych rzeczy .
Wstałam, weszłam do gabinetu w którym została asystentka . Nie zwracając uwagi na jej mocno zdziwione spojrzenie, pewnym  głosem zapytałam „ Jak szybko lekarz zacznie znowu przyjmować, i która jestem w kolejce ponieważ muszę zaplanować swój powrót do domu pociągiem ? „
Usłyszałam ,że lekarz za pół godziny będzie z powrotem i pytanie o moje nazwisko ,oraz, że ona nie decyduje o kolejności przyjęć  J 
Grzecznie zapytałam dalej „ Co Pani mi radzi w takiej sytuacji? Może powinnam porozmawiać z lekarzem jak wróci czy może  poczekać  a Pani przekaże moją prośbę „
Usłyszałam krótkie „Proszę poczekać” i kątem oka zauważyłam ,jak moja karta ląduje na górze pokaźnego stosiku .
 Co zyskałam ? Skróciłam swój czas oczekiwania o co najmniej 5 osób ;)dowiedziałam się ,że lekarza nie będzie ok. pół godz. więc nie muszę czujnie siedzieć i czekać w poczekalni czy aby mnie nie zawołają . Mogę spokojnie iść na kawę .
Wiem ,że oczekiwanie w kolejce to nie sprawa życia i śmierci, ani coś co może zaważyć na całym Twoim życiu. Ale podobnie jak ja zamiast siedzieć i narzekać razem z tłumem , podjęłam działanie .
Całkiem podobnie to działa w życiu , każdy krok który zrobisz do przodu działa na korzyść tego co chcesz zmienić . Nie musisz od razu rzucać szefowi w twarz wypowiedzenia bo go nie lubisz, bo nie podoba Ci się Twoja praca. Możesz zacząć działać ,znajdować pozytywne aspekty w miejscu w którym jesteś. Ustalić zasady, określić co pracuje na Twój wizerunek a co na wizerunek firmy w której pracujesz . Zadać sobie pytanie  Po co to robię ?  Co chcę  osiągnąć ,zmianą? Co mnie  czeka na końcu tej drogi ?.
Nie bój się prosić ale pamiętaj ,że kiedy prosisz nie dając nic od siebie nie możesz oczekiwać zbyt wiele.
Jeżeli jesteś Kobietą, która oczekuje od życia więcej ,dołącz do nas 

piątek, 25 września 2015

O Vit C i nie tylko .


Dzisiaj  moje doświadczenia, trochę o tym co mi pomogło, co na mnie działa w walce z chorobą . 
Pewnie jeszcze długo nie będę mogła ze 100% pewnością stwierdzić, że jestem już w pełni zdrowa, ale na razie dla mnie najważniejsze jest to, że tak się czuję. Co już za mną -jestem po 10 cyklach chemioterapii, co dwa tygodnie połowa czerwonych,połowa palitaxel czyli białe podobno lżejsze. Najgorzej było kilka dni po pierwszej chemii, każda kolejna była już ok, pod względem samopoczucia. 
Wczoraj miałam zabieg mastektomii, mój kolejny mały sukces to to, że piszę ten tekst już w domu:). Mój pasażer na gapę, to złośliwy nowotwór piersi, wynik mutacji genu BRCA1. Szybko namnażające się komórki, ich dobrą stroną jest to, ze szybko też giną. Ze wstępnej rozmowy z chirurgiem po operacji dowiedziałam się że wycięty guz był znacznie mniejszy od wersji początkowej, podobnie węzły chłonne więc leczenie konwencjonalne i to mniej konwencjonalne działa  na moją korzyść :)
 Pewnie nie ma jednej recepty dla każdego, wszyscy mamy trochę inne organizmy, inny też pewnie jest typ choroby. To o czym napiszę zadziałało na mnie, nie nie mogę dać Ci pewności, że w Twoim przypadku to zadziała tak samo, nie jestem też zwolenniczką zarzucania medycyny konwencjonalnej na rzecz suplementów, absolutnie.Kiedy się dowiedziałam, że mam raka nigdy nie zrezygnowałabym z chemioterapii. Zaczęłam leczenie pod okiem lekarzy w IO Gliwice Dr Michał Jarząb (gorąco polecam) , jednocześnie  przygotowałam swój organizm do chemioterapii . Wybierając suplementy i elementy diety trochę na wyczucie, potwierdzając u znajomych lekarzy działanie.
Ale do rzeczy, żeby przygotować się do chemii wiedziałam, że najważniejsze jest wzmocnić organizm , nabrać odporności.  .
 JEDZENIE
 Do diety codziennej dorzuciłam dużo warzyw krzyżowych tzn kapusta, brokuły ,kalafior ,brukselka no i oczywiście cudowne buraki :) Nie jestem z tych co lubią spędzać czas w kuchni i przygotowywać sobie specjalne dania, tym bardziej, że moja rodzina zawsze chciała jeść to co ja, więc po prostu gotowałam kilka porcji warzyw, albo przygotowywałam na surowo i jadłam .Codziennie piłam malutką porcję wody z kiszonych ogórków, kapusty, buraków obojętnie, co będzie bardziej smakowało Kiszone warzywa i sok to ogromna porcja witamin z grupy B, oraz źródło kwasu mlekowego, który oczyszcza organizm i zwiększa odporność.
Mięso -odrzuciłam całkowicie czerwone, wędzone. Wieprzowina w małych ilościach, drób w szczególności indyk dużo bo to źródło żelaza. 
Nabiał - sery białe, jogurt naturalny, kefir to moi sprzymierzeńcy w budowaniu odporności .
Piękne lato sprawiło,że miałam cały czas dostęp do naturalnych antyoksydantów w malinach, jeżynach itp
Wcześniej wspomagałam się sokiem z granatu, tylko czytaj skład bo bardzo często w czymś co jest nazwane sokiem z granatu jest go tylko 1% :(
Herbata z czystka, niedroga rzecz a bardzo bogata w składniki odżywcze .
Nasiona Chia - fajny dodatek do jogurtów , i ogromne właściwości zdrowotne szczególnie przy nowotworach piersi.
Dużo wiedzy podanej w obiektywny sposób jest tutaj   poradnikzdrowie.pl

SUPLEMENTY DIETY  
Temat rzeka, temat do wielu dyskusji .Ma swoich gorących zwolenników jak i wrogów więcej o tym TUTAJ  
Ja przed rozpoczęciem chemioterapii wzmacniałam organizm przyjmując kilka suplementów :
KoenzymQ10 w największej dawce jaka jest dostępna w aptece,wytwarza energię w komórkach, chroni serducho i szkielet . Naturalnie występuje w szpinaku, rybach i brokułach. Ja przed chemią wcinałam tabletki ,żeby nadrobić braki
Vit D 
Vit K2 pozyskiwana z japońskiego natto (sfermentowany produkt sojowy)  ja kupowałam taką:
  vit K2 ułatwia wchłanianie wapnia, pomaga w utrzymaniu zdrowych kości, przyczynia się do prawidłowego krzepnięcia krwi.
Kiedy zaczęłam chemioterapię, z suplementów zostawiłam sobie tylko dwa :
Revicoll - jeden z najbardziej bogatych w składniki ,dobudowuje kolegen w kościach, stawach, przyspiesza regenerację, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, wzmacnia układ immunologiczny . Nie jest tani, ale zastępuje wiele innych suplementów REVICOLL INFO
Vit C  - to właściwie ona skłoniła mnie do napisania tego postu, po olbrzymim zainteresowaniu jakie wzbudziła na jednej z grup Fejsbookowych . Mam nadzieję, że to nie jest nielegalne :) tak cały czas wspomagam się przyjmując Vit C dożylnie . Taką formę Vit C mozemy kupić w Polsce w aptece na receptę 
Vit C Iniekcja  i ja biorę albo w zastrzykach albo w kroplówkach. Nie stosuje jej jako zamiennik leczenia konwencjonalnego więc przyjmuje to w dawkach 1-2 g dziennie z przerwami w dniu chemii i cztery dni po. 
Tańszą Vit C można kupić w Niemczech jeżeli ktoś ma dostęp, tam 5 ampułek po 1g każda kosztuje ok 7 E. Pojawiła się też ostatnio Vit C liposomalna , która ma podobną wchłanialność jak ta dożylna. Rozmawiałam z osobą chorą na raka jelita która taką stosuje i ma całkiem dobre efekty. Jeżeli nie chcesz stosować tych specyfików dożylnie, to warto Vit C stosować doustnie, pamiętaj że ona sie szybko utlenia więc ja osobiście nie mam zaufania do wszelkiego rodzaju proszków , szukałam Vit C z naturalnych wyciągów i kiedy nie robię kroplówek to stosuje taką VIT C
I to tyle w temacie :) Może skorzystasz, może chociaż trochę przyczyni się do lepszego samopoczucia. Może masz jakieś swoje sprawdzone sposoby, proszę podziel się w komentarzu. 
Dołącz do mnie na FB  PO PROSTU KOBIETA 
Iwona Bednarek -trener sprzedaży 

sobota, 19 września 2015

Zbadaj swoje geny





Witaj Piękna Kobieto, dzisiaj będzie mniej przemyśleń, trochę więcej faktów. Jak się pewnie domyślasz głównym bohaterem tego wpisu będzie rak, a właściwie jedna z przyczyn jego powstawania czyli mutacja genu. Dlaczego akurat to, a bo się tak złożyło,że mój pasażer na gapę to właśnie wynik takiej mutacji. Od razu też wyjaśnię, nie jestem lekarzem,   z medycyną mam tyle wspólnego co wysiedziałam na szpitalnych korytarzach i w gabinetach. Przez ostatnie pół roku nadrobiłam w tej kwestii dosyć sporo. Rzeczy o których będę pisać to informacje, które mi udało się pozyskać od lekarza. Dlaczego, ponieważ kiedy rozmawiam z kimkolwiek w tym temacie to słyszę od większości z was drogie panie ” Tak , muszę to sprawdzić…” „ No, już od dawna mam zaplanowane iść do lekarza…” itp.

Mnie to też dotyczy, tak mnie . Po pierwsze dlatego, że już mam nowotwór, a po drugie, że mam też świadomość tego, że olałam pewne tematy, sygnały. Po trzecie,  zawsze uważałam się za osobę światłą , badającą się okresowo i takie tam ….a jednak .

Osobiście wcześniej nigdy nie spotkałam się z lekarzem pierwszego kontaktu , który w jakikolwiek sposób proponuje profilaktykę .Dlatego ten wpis

Do rzeczy, przyczyn powstawania nowotworów u Kobiet jest kilka , pewnie kilka z nich jeszcze zupełnie niejasne. Jedną z nich jest mutacja genów BRCA 1 to taki gen , który koduje białko biorące udział w procesie naprawy DNA – rozumiecie ? Ja nie bardzo :) , ale chyba nie muszę . Ważne, że mutacje w tym genie odpowiadają za dziedziczną predyspozycję do raka piersi , jajnika, trzustki .

U Kobiet z rakiem piersi ta mutacja występuje w 1 na 1000 przypadków (czuję się zaszczycona, ale nie trzeba było aż tak mnie wyróżniać) i teraz krótko  Kobieto w trzech punktach
 

1.    KTO POWINIEN SIĘ PRZEBADAĆ



·        # Kobiety  pow.  25 roku życia u których w rodzinie najbliższej (rodzice, dziadkowie, rodzeństwo rodziców, rodzeństwo twoje) stwierdzono NAWET JEDEN  przypadek  raka piersi lub jajnika !

·       #  Kobiety które w rodzinie miały przypadki nowotworów złośliwych !

·        # Kobiety które stosują lub stosowały antykoncepcję hormonalną !

·       #  Kobiety, które mają jakiekolwiek zmiany w piersiach !

To jest gen dziedziczny, możesz go dostać w spadku bezpośrednio po mamie, albo po tacie ,który może być tylko nosicielem (nie miej o to pretensji do rodziców, to nie ich wina :) )

2.     GDZIE I JAK  MOŻNA ZROBIĆ BADANIE

Ja polecam poradnie genetyczne www.genetyka.com ,które są przy każdym szpitalu onkologicznym w kraju. Tak czas oczekiwania jest dosyć długi ale warto. Nie trzeba mieć skierowania, to lekarz genetyk określi czy kwalifikujesz się do bezpłatnego badania na podstawie historii chorób w Twojej rodzinie. Przygotuj się ,że będziesz musiała wypełnić ankietę z wszystkimi przypadkami raka w najbliższej rodzinie + daty zachorowania i śmierci. Powiem Ci, że ja dowiedziałam się dopiero wtedy, że moja ciotka miała raka jajnika a ja byłam przekonana, że to był rak jelita . Że moja babcia miała raka macicy …tak jakoś wcześniej nie interesowałam się tym , a jednak.

Możesz też zrobić badanie w  każdym laboratorium , koszt ok. 400 zł . Warto wcześniej skonsultować to z lekarzem, żeby nie błądzić po omacku

3.     DLACZEGO ?

Ponieważ kiedy wiesz, że jesteś w grupie podwyższonego ryzyka możesz poprzez profilaktykę skuteczniej dbać o siebie. Czy wiesz np. , że kobiety z takim ryzykiem nie powinny stosować antykoncepcji hormonalnej . Czasami profilaktyka jest dużo bardziej drastyczna niż zwykłe badania. Profilaktyczne amputacje piersi, usunięcia jajników , macicy ,jelita czy tarczycy to zabiegi zabezpieczające Twoją przyszłość. Decydujesz oczywiście sama , nikt Cię nie ma prawa do tego zmusić . Ja już podjęłam decyzję , do mnie przemawiają fakty.

Mutacja genu BRCA 1 to 40-80% szans zachorowania na raka piersi (niestety sprawdziło się) 10-40% szans na zachorowania raka jajnika (usunę bo nie mam ochoty sprawdzać statystyk).

Nosiciele genu  np odpowiedzialnego za raka  rdzeniastego tarczycy niemal w 100 % zapadają na tą przypadłość, a można go usunąć.

I ostatni powód dlaczego …. jako kobieta, matka, żona , kochanka na pewno kojarzysz takie sytuacje kiedy musisz zostawić bliskich na dłużej , organizujesz im co się da . Opiekę  babci , jedzenie na zapas , ubranka wyprasowanie i przygotowane na każdy dzień bo  wydaje się nam ,że tatuś „ nie da rady” . A co z uśmiechem, pocałunkiem, przytulaskiem, dobrym słowem …. tego nie da się zamrozić i zostawić na potem w lodówce . To jest potrzebne Twoim bliskim tu i teraz . PAMIĘTAJ O TYM !!!!! 
 Badaj się , jeżeli masz jakieś doświadczenia podziel się ze mną w komentarzu  , udostępnij proszę ten wpis , chcę żeby dotarł do jak największej ilości Kobiet . 
Po prostu Kobieta  
Iwona Bednarek Trener 

sobota, 5 września 2015

Łysa ale w ostrogach



Takie pytanie na początek

Jesteś szczęśliwa kiedy Jest Ci dobrze, czy jest Ci dobrze kiedy jesteś szczęśliwa ?

Ha :) myślę, że Hamlet by się nie powstydził.

A już zupełnie serio to wpadło mi w oko ostatnio takie zdanie Andrew Matthews .


„Od 10 tysięcy lat wierzymy w to, że jeśli odniesiemy sukces, to będziemy szczęśliwi. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że to bycie szczęśliwym przynosi nam sukces. Gdy jesteśmy szczęśliwi, mamy więcej energii, mamy lepsze pomysły, mamy więcej inspiracji, przyciągamy ludzi, łączymy się z ludźmi, przyciągamy pozytywne sytuacje. Tak więc szczęście nie jest swego rodzaju opcją, która pozwala nam odnieść sukces. Szczęście jest naszą podstawą”


Wierzcie mi, daleka jestem od scenariusza życiowego  wdychać szczęście, wydychać miłość , czy też odwrotnie. Kto mnie zna może to spokojnie potwierdzić, że raczej twardo stąpam po ziemi ,dostrzeganie pozytywnych stron, akceptacja siebie i tego co Cię  otacza nie zwalnia  od rozwoju i pracy nad sobą .  

Nie znam osoby, która w swoim życiu nie dostała chociaż raz mocno po dupie. Trudne sytuacje  są koło nas , tracimy pracę, zdrowie, ukochane osoby, zaufanie, mamy zbyt duże nosy, krzywe nogi , duże brzuchy , małe piersi, jesteśmy łysi . No właśnie , zatrzymam się chwilę przy łysi, bo ten stan jest mi ostatnio dobrze znany . Wiem, to czasowe i odrosną , nawet już zaczęły , ale kiedy musiałam zmierzyć się z tym to nie było takie łatwe . Włosy nie wypadają na raz , najpierw trochę ,potem coraz bardziej .Kiedy pewnego ranka zobaczyłam w lustrze siebie za 40 lat z fryzurą na Gargamela,  to wierzcie mi nie wyglądało dobrze, wróciłam do łóżka i przepłakałam  dobrą  godzinę, bałam się pokazać własnym dzieciom , niby wiedziałam , byłam przygotowana ,a jednak trochę mnie przerosło. Na szczęście trochę i na chwilę . Wzięłam męża, maszynkę i popracowaliśmy nad nową fryzurą :) Wtedy zobaczyłam w lustrze nową wersję siebie , dużo łatwiejszą do zaakceptowania , taką rack&rollową .

Znalazłam kilkanaście powodów dla których fajnie jest przeżyć taką zmianę , głowa bez włosów to taka czysta karta , można fajnie wyeksponować inne elementy. Kolorowe chusty to niekończąca się zabawa z kolorami, których do tej pory było bardzo mało w mojej garderobie. Jak zaczyna padać deszcz to nie muszę się martwić o fryzurę, przed  większą imprezą też :), dużo łatwiej można mnie zapamiętać , a nic nie może równać się z tym kiedy zaczynają odrastać i z ekscytacją dziecka czekasz jakie będą te nowe .

To, że zaakceptowałam siebie, pozwoliło mi dostrzegać akceptację u innych . Ułatwiło mi wyjście do ludzi, mogłam spokojnie stanąć na scenie jako trener,  mogę być taką samą mamą dla moich dzieci. Kiedy ludzie widzą mnie szczęśliwą to nie traktują mnie specjalnie a to pozwala  bardziej korzystać z życia bo nie ograniczam swoich możliwości tylko sama decyduję co mogę. 

Pracuję nad sobą , nie walczę z chorobą, tylko poznaję wroga i  robię wszystko co mogę żeby zostawić ją za sobą . 
Podobnie jest w każdym momencie życia, kiedy jesteś  szczęśliwy , radosny , masz więcej energii do działania , więcej inspiracji, przyciągasz więcej ludzi a razem z nimi więcej  możliwości i szans na sukces .To wszystko to podstawa do tego ,żeby osiągnąć sukces . Kiedy skupiasz się na problemie , wszędzie widzisz zasadzki, uważasz że musisz być perfekcyjnie dobry żeby odnieść sukces to grozi ci jedynie coraz większe poczucie winy i frustracja. Kiedy podchodzisz do ludzi na zasadzie „ Co oni o mnie powiedzą” „Co mogą ode mnie chcieć ?” Kiedy będziesz szukał wad  w Twojej pracy, w bliskiej osobie to je znajdziesz , a kiedy poszukasz dobrych stron to też je znajdziesz .  Nie rezygnuj z poszukiwania tego co najlepsze dla ciebie, z rozwoju ale najpierw zaakceptuj siebie.

nieszczęśliwi ludzie mówią: kiedy będę szczęśliwy, wtedy będę wdzięczny. A szczęśliwi ludzie mówią, kiedy będę wdzięczny, to będę szczęśliwy”

Pamiętacie mój ostatni wpis ? To był właśnie taki trudny moment w moim życiu , i właśnie to,że potrafię być szczęśliwa pozwala mi szybko przejść na opcję –

 NIE ZALEŻNIE OD WSZYSTKIEGO , PIERŚ (jedna czy dwie, obojętnie :)) DO PRZODU, BĄDŹ WDZIĘCZNY ZA TO CO MASZ I IDŹ DALEJ  PO SUKCES , JAKI TYLKO SOBIE ZAPLANUJESZ. 

Dołącz do nas 
https://www.facebook.com/groups/628741627243284/
Poznaj mnie w pracy 
https://www.facebook.com/IwonaBednarekTrenerSprzedazy?ref=tn_tnmn 








poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Trudne decyzje


Dzisiaj był  trudny dzień, taki który chcesz jak najszybciej skończyć, wiedząc nawet, że to nie rozwiąże problemu. Musisz zmierzyć się z kolejną ścianą.
Wydawało mi się, że wszystko wiem, że podjęłam decyzję chroniącą życie bo to dla mnie było, jest i będzie najważniejsze. Najważniejsze, ale... gdzieś z tyłu głowy tłucze się cały czas, że chciałabym żyć w pełni, że moja kobiecość jest dla mnie cholernie ważna, zadaję sobie pytanie czy można tak po prostu zrezygnować z siebie. 
Bo to jest tak, że kiedy słyszysz diagnozę " rak " myślisz, kurcze najważniejsze jest wyzdrowieć.. amputacja ? Niech mi wszystko obcinają, niech ładują we mnie co chcą, ufam im i wiem, że pomaga.
Włosy odrosną, cycki ? co za problem?  Nie takie części ciała lekarze tworzą. Robisz wszystko, żeby reszta twojego ciała funkcjonowała dobrze. Jesz zdrowo, twoje nawyki zmieniają się o 100 % pomimo, że czasami po prostu zjadłabyś hamburgera wołowego i zapiła go butelką wina, spiekła się na raka, wyluzowała  na maxa , zapomniała o wszystkim. .
Tak to jest, że jak nie wolno to człowiekowi się bardzo chce :)
I zbliża się ten dzień, radość z końca chemioterapii, podjęta decyzja o masektomii całkowitej, i szybkiej odbudowy potwierdzona słowami chirurga, że ok, że zaraz przy amputacji zaczynamy rekonstrukcje. Kolejny etap , w głowie wszystko poukładane....do dzisiaj :(  I nagle się okazuje,że to nie tak prosto, że tak naprawdę nic nie wiesz, że amputacja owszem  ale zalecana  radykalna bo nawet Twoja własna skóra może być dla Ciebie niebezpieczna, więc nie ma mowy o szybkiej rekonstrukcji. Nagle dowiadujesz się, lądując twardo na ziemi, że to nie koniec, a lekarz na Twoje pytanie "kiedy będę miała 100 % pewności, że już nie ma ryzyka?" odpowiada " Za 10 lat" Trochę się czujesz jak dziecko, któremu ktoś nagle zburzył zamek z piasku . Uświadamiasz sobie, że nie na wszystko masz wpływ, że nikt nie jest w stanie Ci nic zagwarantować. Nie ma cudownego "prześwietlacza", który z miesiąca na miesiąc sprawdzi czy wszystko ok i bezpiecznie przeprowadzi Cię przez 10 lat. Znowu zaczynasz się zastanawiać czy jeść sodę, pić olej, palić trawę bo nie zaszkodzi a może pomóc.
 To taki moment, który zdarza się czasami w życiu, kiedy musisz otworzyć właściwe drzwi, przejść na kolejny poziom. Przez pięć miesięcy zaakceptowałaś coś, oswoiłaś, nabrałaś przekonania, że już jesteś ponad problemem . Teraz znowu musisz słuchać swojej intuicji, chcesz płakać, płacz ile się da, krzycz, tup nogą, że  niesprawiedliwe, bo normalnych emocji nie można unikać, potrzebujesz tego żeby lepiej zrozumieć, żeby znaleźć lepsze rozwiązanie, żeby Twoja intuicja mogła wyrażniej Ci powiedzieć co dalej.Musisz nadmuchać balonik i puścić go wolno albo przebić ,"wziąść prysznic" i iść dalej. 
".... robimy wszystko co w naszej mocy by być najlepsze dla siebie samych, ale zapominamy, że są rzeczy większe i silniejsze od nas, nad którymi nie mamy totalnie kontroli". Cytat i akcja od dziewczyn z
 https://www.facebook.com/hashtag/watchyourboobs?source=feed_text&story_id=1640348732846697
do której gorąco zachęcam i podpisuję się obiema rękami.  Bo to co możesz zrobić dzisiaj, jutro, pojutrze to zadbać o siebie do czego gorąco zachęcam . 
Keep Calm and #watchyourboobs


https://www.facebook.com/groups/628741627243284/

sobota, 1 sierpnia 2015

Myślenie nie boli...

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14336649/?claim=a6pcb4c5sw6">Follow my blog with Bloglovin</a>

Myśleć pozytywnie, najważniejsze jest podejście . Musisz uwierzyć ,że wszystko będzie ok.

Jak często słyszysz takie słowa ? Ostatnio pewnie często, bo coraz więcej ludzi ma świadomość, że to co się dzieje na poziomie myśli ma olbrzymi wpływ i podpisuję się pod tym obiema rękami, ale wiem też, że to wcale nie jest takie proste nagle stać się niepoprawnym optymistą i nie pójść w kierunku Robina Williamsa, kiedy uśmiech jest jak kolejna warstwa makijażu nałożona na zaniedbaną skórę .

Ja bardzo nie lubię rozczarowań, stanowczo wolę być mile zaskakiwana i dlatego dosyć długo wolałam kreślić w głowie te gorsze scenariusze i oczekiwać happy endu.   Mistrzowsko doprowadzałam sama siebie do łez wyobrażając sobie różne „tragiczne„  historie .

Może odziedziczyłam to po mojej ŚP babci , która była niesamowitą pesymistką, uprawiała doskonałe czarnowidztwo .

„Babciu wychodzę za mąż”

„Oj ,a czy Ty będziesz szczęśliwa, to nigdy nie wiadomo co w człowieku siedzi?”

(na szczęście to działa w dwie strony, więc mój przyszły mąż też nie wiedział co we mnie siedzi, babci na wszelki wypadek za szybko mu nie przedstawiałam :) )

„Babciu zostaniesz prababcią

„O Boże ! To tyle obowiązków , teraz dzieci tak chorują”

Babcia potrafiła perfekcyjnie odkrywać czarne strony wszystkiego nawet tych najbardziej radosnych rzeczy.  Babci można nie słuchać, albo szybko sprowadzić  rozmowę na inny bardziej optymistyczny tor. A co z tym co dzieje się  w naszej głowie, kiedy Twoje myśli uparcie kreślą czarne scenariusze.   Kiedy nie wszystko układa się tak jak powinno, kiedy  życie nie idzie zupełnie w tym kierunku w którym chcesz ?

Co wtedy kiedy po 20 latach nieprzerwanych sukcesów zawodowych, życiowych nagle Twoja praca już nią nie jest, a słowa „ z Twoim doświadczeniem na pewno szybko sobie coś znajdziesz” po kilku miesiącach przestają mieć sens. Kiedy Twoje awaryjne plany Bi C zupełnie nie działają. Kiedy  nagle słyszysz od lekarza, że Twoje szanse na całkowite wyleczenie są pomiędzy 50 a 75 % i przez najbliższe 9 miesięcy czeka Cię trochę nieprzyjemnych rzeczy. Jest kilka sensownych powodów, żeby okopać się w swoim nieszczęściu, nawet już nie potrzeba tworzyć scenariuszy w głowie, bo już dostałaś główną rolę do zagrania. I wcale nie jest tak, że nagle możesz się zamknąć w swoim pudełeczku nieszczęścia i jakoś z większym lub mniejszy sukcesem przetrwać do końca. Nie ma tak dobrze, życie wokół toczy się dalej, w tle Twojego nieszczęścia są dzieci, rodzina, ich najbardziej oczywiste potrzeby, rachunki do zapłacenia. Nikt naprawdę nie zaczyna Cię nagle nosić na rękach :) Pozytywne myślenie jakoś nie działa , do głowy nieustannie pchają się myśli ” co będzie jak….? „

„75% to nie jest 100% ..”  Idzie zwariować już na samym początku, to działa trochę tak jak tzw zły dzień, budzisz się rano i masz dwa wyjścia  :

1.       Zostajesz w szlafroku, rozczochrana, niepomalowana snujesz się po domu i z godziny na godzinę utwierdzasz się w przekonaniu jaka jesteś nieszczęśliwa. Oczekujesz litości i współczucia od wszystkich dookoła.

2.       Wstajesz, bierzesz przyjemny prysznic, ubierasz coś w czym wyglądasz jak milion dolarów, malujesz się najlepiej jak potrafisz i nawet z przyklejonym na początku uśmiechem patrzysz na siebie z dumą w lustrze.  Idziesz na spacer, może być nawet do sklepu ale ruszasz się i zaczynasz tworzyć swoją energię .

Ja wybrałam tą drugą wersję , zawsze wybieram :). Moja skłonność do tworzenia czarnych scenariuszy zamieniła się w słabość do czarnego humoru , potrafię żartować czasami ku przerażeniu najbliższych z wszystkiego. Czaruję, zaklinam rzeczywistość ? Może trochę tak, ale przede wszystkim za co jestem ogromnie wdzięczna sobie samej rok temu zaczęłam swoją  przygodę z NLP , nauczyłam się pracować ze swoją podświadomością, wyłączać swój uparcie aktywny świadomy umysł i zaglądać w to co głęboko zakopane.

Nie afirmuje zadowolenia z życia przyklejonym uśmiechem i słowami „ Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej” :)  Zmieniam swój stan, ściągam szlafrok, biorę prysznic, uśmiecham się nawet  wtedy kiedy mogłabym sobie z czystym sumieniem pozwolić na bycie obolałą mimozą i działam na tyle na ile mogę.

Pamiętam swoją pierwszą chemię w szpitalu, kiedy organizm dostaje takiego strzała, że i ja i on nie za bardzo wie co się dzieje . Czerwona trucizna godzina po godzinie powoduje coraz inne objawy, dosłownie łamie Cię w pół. I znowu mam dwa wyjścia „ na mimozę” pogłębiać stan swojego bólu , albo na „ prysznic” złamać i zmienić ten stan. Usiadłam „przeniosłam „ się w zupełnie inne miejsce i zamieniłam „ czerwoną truciznę” na zabieg Spa ratujący życie :) a nawet ta chwila w wyobraźni kiedy przenosisz się z ponurego szpitala w jakieś całkiem przyjemne dla Ciebie miejsce działa cuda.

To trochę jak z sexem :) Czy zawsze kiedy kochasz się ze swoim partnerem jesteś wystrojona, wymalowana i taka glamour …pewnie nie, to zwróć uwagę jak będziesz się czuła kiedy zaczniesz myśleć  o tym jak wyglądasz, gwarantuję, że kiepsko . A zamknij wtedy na chwilę oczy i wyobraź sobie siebie w najpiękniejszej wersji (może być Belluci:))  przenieś się w inny świat, uwierz mi …skorzystają dwie strony .

Tak samo na co dzień, zmyj problemy. Przenieś  się chociaż na chwilę do innego świata, wyobraźnią , rozmową , dobrą kawą , czymkolwiek co lubisz. Przebiegnij kawałek, poskacz. Zacznij tworzyć wokół siebie energię, to w Twojej głowie jest Twoje życie , naucz się nim sterować .Wyjdź ze swojej skorupki.  Szukaj ludzi którzy coś są w stanie wnieść w Twoje ,życie .

Nie zawsze dostajesz same miłe niespodzianki od życia, ale to Ty możesz im nadać znaczenie takie jak tylko chcesz. Człowiek, który nauczył mnie pracy z własnym  umysłem dał mi dwie ważne lekcje.

   Pierwsza  lekcja to uświadomienie sobie, że to ja kreuję rzeczywistość, która mnie otacza. Dzisiaj wiem, że ograniczenia są tylko w mojej głowie, w każdym nawet najtrudniejszym przypadku, mogę sobie szybko z nimi poradzić.  
Druga lekcja to maksyma CARPE VITAE- chwytaj życie. 
Życie napisało mi scenariusz i niezależnie od co będzie na końcu żyję tu i teraz i nie mam czasu na przerwy.





Jeżeli  masz ochotę dostać  coś więcej napisz :

poprostukobieta2@gmail.com

dołącz do mnie na FB